ATV Polska
A A A

Brzydkie kaczątko - Suzuki LT-F 250 QuadRunner 4WD

Arkadiusz Kwiecień, Mr. Quad "Off Road Pl" 13.04.2002
Dziś jest już dla nas mało nowoczesny, trochę za wolny, denerwuje nad pochylając się niebezpiecznie w szybkich zakrętach, jednak pięć lat temu był dla nas marzeniem i to właśnie dzięki niemu polubiliśmy jesienne błoto w Bieszczadach. Suzuki LT-F 250 QuadRunner 4WD

[h4]Odrobinę historii...[/h4]
Pojazd ten ma swój znaczący udział w historii quadów nie tylko w Polsce. Pierwsze Suzuki LT-F 250 QuadRunner 4WD z charakterystycznymi ogromnymi bagażnikami i niską, ociężałą sylwetką zostały wyprodukowane w roku 1987. Wzmiankę na temat zastosowań tego pojazdu oglądaliśmy kilka lat temu w filmie przyrodniczym opisującym pracę LT-F 4WD na stacji polarnej umiejscowionej w początkach lat osiemdziesiątych w okolicach bieguna. Podkreślane w komentarzu właściwości terenowe i możliwości poruszania się w każdym terenie już wtedy nas zainteresowały, ale dopiero w 1996 roku mogliśmy przekonać się sami o walorach demonstrowanego wówczas pojazdu.
W tym czasie Wojsko Polskie poszukiwało motocykli do realizacji zadań stawianych przed formacją zwiadu. Ogłoszono przetarg na motocykl terenowy oraz motocykl z koszem pasażerskim. Tu zaczyna się historia quadów w Polsce, ponieważ właśnie do tego przetargu stanął (poza konkursem) pokazowy egzemplarz Suzuki LT-F 250 4WD.
Do testów maszyn, które zostały zgłoszone, komisja wojskowa wybrała żołnierza, który zadeklarował, że posiada umiejętności poruszania się motocyklem w trudnym terenie. Niestety jazda w koleinach czołgowych wyrytych w piasku to inna bajka niż przejażdżka po ścieżkach w lesie. W efekcie po kilku przejazdach poobijany nieszczęśnik nie miał już ochoty na dalsze kontynuowanie testów.
Panujące zamieszanie i konsternacja pozwoliła zaprezentować możliwości czterokołowca Suzuki. Tym razem jako kierowca testowy za sterami maszyny zasiadł losowo wybrany żołnierz z grupy ćwiczącej nieopodal na poligonie okopywanie, który bynajmniej nie zapewniał, iż zna się na jeździe w terenie. Po dwuminutowym instruktażu kierowania quadem „ochotnik” bez problemu pokonywał najgłębsze koleiny, mając przy tym na sobie cały ekwipunek wojskowy. Poruszał się tak sprawnie, że aż trudno było uwierzyć, że robi to po raz pierwszy. Gdy na bagażniku (trochę wbrew zaleceniom producenta) posadzono drugiego żołnierza, pojazd trochę wolniej, ale wciąż bez problemów pomykał wokół zdezorientowanej komisji.
Pomimo ironicznych uśmiechów i komentarzy, jakie quad Suzuki wywołał na początku, po zakończeniu testów wszyscy przyznali, że ów „czterokołowy motocykl” to zupełnie nowa jakość, która przez wojsko nawet nie brana była dotąd pod uwagę. Komisja nie była w stanie uwierzyć zapewnieniom, że LT-F 250 4WD utrzymuje się na wodzie, pokonuje pochyłości o nachyleniu 45 stopni a w terenie jest bardziej sprawny od Hummera. Wszystkie początkowe wątpliwości stopniały wobec niespotykanych dotąd możliwości QuadRunnera. Niedowiarkom zademonstrowano nawet test pływalności Suzuki. Gdy „dwieściepięćdziesiątka” w miejscu, w którym do dna było ponad cztery metry, wciąż wystawiała swój tylny bagażnik ponad powierzchnię wody, ostatni malkontenci zostali przekonani. Po wyciągnięciu pojazdu z wody, okazało się, że zalała ona cały silnik i dostała się nawet do filtra powietrza. Ociekający, żałośnie wyglądający QuadRunner wydawał się już być bezużytecznym złomem, jednak po pięciu minutach udało się go bez problemu przywrócić do życia. Tego już było za wiele jak na pierwszy raz. Chyba wszyscy uczestniczący w tym pokazie zdali sobie jednocześnie sprawę, że quad, łącząc w sobie cechy samochodu terenowego oraz motocykla enduro, pełni rolę brakującego elementu, który od dawna był poszukiwany przez służby pracujące w trudnym terenie oraz miłośników „off-roadu”.

Pojazdy Suzuki niestety jednak nie trafiły ostatecznie na wyposażanie polskiej armii. W nowym przetargu – już na czterokołowca, koniunkturę wykorzystał dystrybutor Hondy, który zdecydowała się natychmiast na homologowanie swojego quada - Hondy TRX 300, czym przebił ofertę Suzuki. Pojazdowi Suzuki w walce z konkurencją nie pomogła nawet pozytywna opinia wydana po jego badaniach w Wojskowym Instytucie Techniki Pancernej i Samochodowej.
Podobna sytuacja nastąpiła w następnych przetargach: do Straży Granicznej i GOPR-u. Niezdecydowanie polskiego importera Suzuki zaprzepaściła szansę tego pojazdu na dostanie się w szeregi służb państwowych.

Szczególnie interesująco wypadł test przeprowadzony na życzenie naczelnika jurajskiej grupy GOPR, o którym szczegółowo pisaliśmy w numerze 3 (16) / 2001 „OFF-ROAD PL”. Do walki znów zgłoszone zostały quady Hondy i Suzuki, które w morderczym teście prowadzone były przez kierowców firmowych. Walka była wyrównana, chociaż parametry pojazdów mocno się różniły. QuadRunner o skromnej pojemności 250 ccm stawał przecież do konfrontacji z dużo mocniejszą Hondą Foreman TRX 400. Pojazd Suzuki pomimo słabszego silnika, dzięki ogromnej ilości przełożeń i blokadzie przedniego mechanizmu różnicowego dawał sobie doskonale radę i po kilku godzinach jazd w różnych warunkach wynik był praktycznie remisowy. Komisja stanęła przed dylematem co wybrać: czy dopracowaną ofertę Suzuki z profesjonalną lawetą do transportu noszy oraz przyczepą do transportu quada z całym zestawem, czy zdecydować się na dużo mocniejszy pojazd Hondy ze znacznie gorszym wyposażeniem ratowniczym. Ponieważ jednak przedstawiciele generalnego importera Suzuki w Polsce ostatecznie w ogólne nie pojawili się na przetargu w Podlesicach (czyżby brak woli zwycięstwa?), tym samym - po bardzo wyrównanej walce - oddali walkowera.
Pomimo przegrania prawie wszystkich możliwych przetargów, Suzuki LT-F 250 4WD wielokrotnie dała dowód, iż jest świetnym pojazdem użytkowym przystosowanym do pracy w najtrudniejszych warunkach terenowych. Przegrana z quadami Hondy z pewnością nie byłaby aż tak gorzka, gdyby największą wadą QuadRunnera nie okazała się zwykła formalność, czyli homologacja pojazdu.

[h4]Odrobinę techniki...[/h4]
Suzuki QuadRunner 250 jest miniaturowym wydaniem profesjonalnego quada użytkowego, którego możliwości terenowe plasują go w pierwszej linii najlepszych czterokółek z napędem 4x4. Pojazd ten sprawuje się tym lepiej, im gorsze napotyka na swojej drodze warunki. Tereny górzyste, strome podjazdy i zjazdy, trudny trail to warunki, w których mała Suzuki czuje się najlepiej. Co bardzo istotne, chociaż jej gabaryty nie są duże, jazda na niej jest dosyć komfortowa nawet dla wysokiego i ciężkiego kierowcy.

Jej największą zaletą jest niespotykana do dziś w innych pojazdach liczba przełożeń, jakie może wykorzystać kierowca podczas jazdy terenowej. Do jego dyspozycji są trzy tryby napędu: 4WD, 4WD z blokadą przedniego mechanizmu różnicowego i 2WD, pięć biegów „do przodu”, bieg wsteczny oraz trzystopniowy reduktor. W rezultacie kierujący QuadRunnerem może skorzystać aż z kilkudziesięciu różnych konfiguracji, których schemat przedstawiamy na rysunku. Doskonałym rozwiązaniem jest uruchamiana mechanicznie blokada, która pozwala w ostatecznym momencie ratuje kierowcę przed zagrzebaniem.
Zawieszenie pojazdu jest całkowicie niezależne dla wszystkich kół, co pozwala im długo utrzymywać kontakt z podłożem, ale czasem może także sprawiać kłopoty, gdy droga biegnie trawersem o dużym nachyleniu: wtedy jazda wymaga wielkiej uwagi i doskonałej techniki od kierowcy. W takiej sytuacji pojazd najchętniej chciałby przetoczyć się po kierowcy w dół zbocza.
Silnik o mocy niemal 20 KM dysponuje trochę małym momentem obrotowym i wymaga od kierowcy utrzymania wysokich obrotów, co z kolei jest męczące przy wielogodzinnej wędrówce, szczególnie kiedy chcemy nadążyć za mocniejszymi pojazdami. Mała pojemność skokowa jest z pewnością największym mankamentem QuadRunnera, ale ma też swoje korzyści. Kiedy inne pojazdy atakują rozpędem stromy podjazd błotnistej drogi, nasz LT-F 250 4WD mozolnie, metr po metrze osiąga wzgórze, pełznąc niczym żółw. Być może trudno nazwać taki rodzaj jazdy efektownym, ale z pewnością jest bardzo skuteczny, a jego dodatkową zaletą jest możliwość dostrzeżenia w porę przez kierowcę niespodziewanej przeszkody. Zdolność do pokonywania wzniesień jest tak wielka, że najczęściej kierowca obawiając się stromizny, rezygnuje z dalszego podjeżdżania, chociaż pojazd bez problemu dałby sobie z nią radę. Brak mocy odczujemy być może podczas przejazdów przez grząskie tereny, jednak opisywane już wyżej szerokie możliwości doboru odpowiedniego przełożenia powinny nas wybawić z prawie każdej opresji.
Reasumując, trzeba przyznać, że wszyscy ci, dla których kilka lat temu Suzuki QuadRunner 250 4WD był pierwszym „dorosłym” quadem, mimo pojawienia się znacznie mocniejszych i dużo doskonalszych pojazdów na rynku, wciąż z sympatią go wspominają. Są też i tacy, którzy zarzekają się, że nigdy nie zamienią tego „osiołka” na najdoskonalsze nawet cudo współczesnej techniki.

[h4]Moim zdaniem...[/h4]
QuadRunner dla wielu z nas był kiedyś pierwszym, prawdziwym quadem, z jakim w ogóle się zetknęliśmy. Odwrót od miłości ku niemu rozpoczął się bardzo szybko – wystarczyło, żeby na rynku pojawiły nowe modele: ładniejsze, z napędem automatycznym, dużo szybsze. Wydawało się już, że gwiazda jednego sezonu, szaro-bury lub zielono-szary zazwyczaj trypel definitywnie zakończył swą karierę...
I tak z pewnością by się stało, gdyby nie pierwsze, późnojesienne wyprawy w Beskid Niski i Góry Słone, jeszcze hen poza Bieszczady. Właśnie tam, na skraju świata, w temperaturach bliskich zeru, w wichurach i padającym niemal poziomo deszczu zaczęliśmy naszą „gwiazdę” odkrywać na nowo. Na bitych drogach nie zostawaliśmy z tyłu, gdyż w tych warunkach „pięćdziesiątka” i tak była graniczną prędkością. Gdy z szutrów zjeżdżaliśmy w gliniastą maź, pierwsze „kończyły się” pojazdy napędzane na jedną oś, a zaraz po nich wszystkie automaty. Owszem, moc robiła swoje przy przejazdach przez gliniastą breję, gdzie wszelka zwłoka powodowała zapadanie się po osie. Nasza pokraka, gdzie mogła, tam podganiała, ale na skrajnych ekstremach zmienialiśmy taktykę. Na stromiznach moc rekompensowaliśmy nieskończonymi możliwościami doboru przełożeń. W trudnym technicznie, kamienistym, stromym, często grząskim terenie, gdzie nadmiar temperamentu wiódł ku zgubie, zaczynała rządzić nasza „dwieściepięćdziesiątka”.

Piotr Bernabiuk