ATV Polska
A A A

Finałowe odliczanie - w najbliższy piątek Polacy wystartują w rajdzie Croatia Trophy 2007

27.04.2007
Już tylko godziny dzielą nas od rozpoczęcia kolejnej edycji rajdu Croatia Trophy - najtrudniejszego rajdu ekstremalnego w Europie. W kierunku Chorwacji zmierzają trzy polskie zespoły ATV. Dokładnie o północy ze środy na czwartek z Warszawy wyruszył zespół Grizzly Team, w którego składzie jadą: Jacek Bujański i Krzysztof Kretkiewicz. Z Jackiem - dwukrotnym zwycięzcą "Croatii" - rozmawialiśmy zaledwie przed kilkoma godzinami, tuż przed opuszczeniem przez niego granic Polski. Bardziej aktualnych informacji nie znajdziecie nigdzie!

Już po raz trzeci z rzędu w najtrudniejszym rajdzie przeprawowym w Europie – Croatia Trophy – wystartują polskie zespoły ATV. Kto tym razem będzie nas reprezentował w Chorwacji?
W zawodach wezmą udział trzy nasze zespoły. Jeden z nich – Yamaha Grizzly Team – tworzę ja w parze z Krzysztofem Kretkiewiczem. Obaj jedziemy Yamahami Grizzly 700. Oprócz nas w rajdzie wystąpią: mój ubiegłoroczny partner, Krzysztof Wronowski (Kawasaki BruteForce), który tym razem jedzie w duecie z Darkiem Wyszyńskim (Honda Rincon), zaś drugą parę tworzą dwukrotni już uczestnicy „Croatii” – Jarek Witas (Honda Rincon) oraz Paweł Ratyński (Honda Rubicon), z którym startowałem razem przed dwoma laty.
W ubiegłym roku w rajdzie jechałeś BruteForcem. Co skłoniło Cię do przesiadki na Yamahę?
W kwietniu zeszłego roku zostałem dilerem Yamahy i od razu poczułem, że nasz sport i osiągane przez nas rezultaty budzą zainteresowanie kierownictwa Mitsui Motor Polska, które dostrzega nasze wysiłki i bardzo je docenia. Nie minęło wiele czasu, gdy po raz pierwszy zasiadłem za kierownicą nowego Grizzly 700 i z miejsca go polubiłem. Natychmiast zauważyłem, że nowe Grizzly ma ogromne predyspozycje do długodystansowej jazdy w trudnym terenie. Innowacja w postaci elektrycznego wspomagania kierownicy jest nie do przecenienia! W czasie wielogodzinnych rajdów nie muszę już się zmagać z quadem, kierowanie nim wymaga dużo mniejszej siły, przez co zachowuję więcej energii na walkę z terenem. W połowie ubiegłego roku w Polsce jeździły już trzy identyczne, czerwone Yamahy i ktoś zażartował, że powinniśmy utworzyć Grizzly Team. Pomysł okazał się trafiony w dziesiątkę! Już w lecie, w czasie zawodów Yamaha Cup, jechaliśmy wspólnie, wzajemnie sobie pomagając.
Seryjny quad, choćby najlepszy, nie ma szans w dzikich lasach Chorwacji. Jak więc przygotowaliście swoje pojazdy do rajdu?
Oczywiście zamontowaliśmy w nich wyciągarki, które są tam niezbędne. Choć już dwukrotnie wygrywałem „Chorwację”, w nagrodę otrzymując wyciągarki Ramseya, nieustannie jednak korzystam z Warna. Obaj mamy zamontowane modele Warn 3.0. A Ramseye? Sprzedałem je, by odzyskać koszty wpisowego, który do małych niestety nie należy... Oprócz tego przygotowaliśmy awaryjną metodę wyciągania quada z kłopotów. To patent zapożyczony z wojska. W razie potrzeby możemy zamontować do felgi tylnego koła specjalnie przygotowany bęben z nawiniętą na nim liną. Atakując podjazd, linę można rozwinąć i zaczepić np. o drzewo, później wystarczy tylko dodać gazu, a koła, obracając się, będą zwijały linę, która pomoże nam wspiąć się na górę.
Ponadtygodniowy rajd będzie od Was wymagał również niezłej nawigacji...
Pomoże nam w tym metromierz Explony, który został specjalnie zmodyfikowany z myślą o naszych „siedemsetkach”. W Chorwacji poruszać się będziemy, wykorzystując roadbooki, które będziemy umieszczać w elektronicznych „przewijarkach” – podobnych do tych, które wykorzystują motocykliści np. podczas „Dakaru”. Takie rozwiązanie staje się u nas coraz bardziej popularne. Zauważyłem, że co raz większa liczba polskich zawodników, korzysta z takich urządzeń. Ponadto nasze quady wyposażyliśmy we wzmocnione felgi (ja dodatkowo zamontowałem beadlocki zapobiegające zsuwaniu się opony z felgi podczas jazdy z niskim ciśnieniem), na które założyliśmy 25-calowe gumy ITP Mudlite.
Startujące w Chorwacji czterokołowce narażone są na bezlitosne traktowanie. Dachowanie czy rolowanie pojazdem jest tam niemal na porządku dziennym...
I przed tym również się zabezpieczyliśmy. Na przednich bagażnikach mamy zamontowane skrzynki Explorera, w których wozimy niezbędne części zamienne i akcesoria, a które uchronią nasze pojazdy przed zniszczeniem w razie ewentualnej wywrotki. Z tyłu ulokowaliśmy dodatkowe, 12-litrowe zbiorniki paliwa, które – co bardzo ważne – są płaskie. To umożliwi nam przytroczenie do nich dodatkowego sprzętu. Na trasę zamierzam np. zabierać specjalne „poduchy”, które po napompowaniu pozwolą nam przeprawić pojazd przez dowolnej głębokości wodę. Na pewno nie zapomnimy również o sprzęcie alpinistycznym, który pozwala np. opuścić pojazd po stromiźnie bez zapinania wyciągarki czy pomoże w jego asekuracji. Oczywiście ochroniliśmy również spody naszych quadów za pomocą aluminiowych osłon Ricochet. W swoim Grizzly mam jeszcze zamontowane osłony na dłonie przy kierownicy, a także dodatkowy tłumik, który sprawia, że słuchany przez wiele godzin odgłos silnika pojazdu nie jest tak uciążliwy dla uszu, co – wbrew pozorom – odgrywa ważną rolę w czasie rajdu.
W Chorwacji zwyciężyłeś już dwukrotnie. Jedziesz tam po trzecią wygraną?
Oczywiście bardzo chciałbym powtórzyć swoje sukcesy z poprzednich lat. Na pewno będzie jeszcze trudniej, bo zarówno nasi rywale z Polski, jak i zawodnicy zagraniczni będą w tym roku bardzo mocni. Ale liczę na to, że znów wygramy! Wraz z „Krecikiem” tworzymy już doświadczony i zgrany zespół. Wspólnie jeździmy od połowy ubiegłego roku. Trzeba pamiętać, że na Chorwacji startujemy w 2-osobowych zespołach – wraz z moim partnerem musimy razem zameldować się na mecie; obaj musimy więc czuć się współodpowiedzialni za siebie. My zaś świetnie się rozumiemy i nieźle się uzupełniamy – ja zajmuję się sprawami „przeprawowymi”, a on – nawigacją. Ostatnio ostro trenowaliśmy na Yamaha Cup, którą zwyciężyliśmy, a wcześniej sam brałem udział w River Ride. Za każdym razem spędzaliśmy w terenie ponad 20 godzin non stop. To chyba najlepszy trening przed „Chorwacją”! Teraz czeka nas wielodniowa przeprawa przez bardzo ciężki teren. Tu nie chodzi o nadzwyczajną szybkość, jakieś krótkie sprinty, ale raczej o rozwagę, wytrzymałość. Quady muszą wytrzymać do samego końca. Raczej ciężko nam będzie współpracować z pozostałymi teamami z Polski. Zapewne rzadko będziemy się widywać na trasie, ale oczywiście w razie potrzeby wyciągniemy do nich pomocną dłoń. Na tym przecież polega off-road!
Jakie plany startowe masz jeszcze w tym roku?
Wraz z naszym trzecim kolegą Mirosławem Zezykiem, również członkiem Grizzly Team, wystartujemy w rajdzie Berlin-Wrocław, gdzie jeździ się już nie w zespole, a indywidualnie, na własną rękę, a czas odgrywa dużo ważniejszą rolę niż na „Chorwacji”. Nie przestaję wciąż myśleć o „Dakarze”, ale widzę już, jak ogromne finanse trzeba zgromadzić, by wystartować w Afryce... Na pewno pojawię się również na starcie kilku imprez przeprawowych w kraju. „Croatia” jest dla mnie jednak najważniejsza! To absolutna kulminacja mojego sezonu. Już się nie mogę doczekać sygnału na start!
Będziemy z niecierpliwością czekać na wieści z rajdu. Życzymy powodzenia i ściskamy za Was kciuki!

Zobacz galerię