ATV Polska
A A A

Grizzly nie od parady

Jacek Bujański TERENOWO.PL 13.08.2007
- Od kilku lat specjalizuję się w rajdach przeprawowych, w których ogromne znaczenie ma wytrzymałość zawodnika. Kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt godzin walki z maszyną, w błocie, czy śniegu, w ulewie lub gorącym słońcu, potrafią wyczerpać siły nawet największego twardziela. Dlatego zawsze szukałem quada nie tylko mocnego i niezawodnego, ale i zarazem komfortowego. Takiego, na którego bez odrazy wsiądę nawet po całodziennych zmaganiach w terenie. Latem ubiegłego roku nareszcie na taki pojazd natrafiłem! Jako jedyny kierowca testowy z Polski uczestniczyłem w europejskiej prezentacji nowego modelu Yamahy Grizzly 700, która od razu skradła moje serce! - opowiada Jacek Bujański, trzykrotny zwycięzca rajdu Croatia Trophy (2005-2007).

Miłość od pierwszego wejrzenia
W trakcie testów przekonałem się, że Yamaha Grizlly 700 jest nie tylko świetnym, wyczynowym quadem użytkowym, ale zarazem - za sprawą elektrycznego wspomagania kierownicy, którym nie mógł się pochwalić żaden inny czterokołowiec – jest pojazdem niesamowicie komfortowym. Kierowanie nim, nawet w trudnym terenie, było dziecinnie proste i nie wymagało prawie żadnego wysiłku! Kilka miesięcy później spełniło się moje marzenie i stałem się jednym z pierwszych w Polsce, szczęśliwym posiadaczem "siedemsetki".
Wspomaganie (które tak bardzo mi się spodobało) będąc jednak nowością, z początku budziło również moją nieufność. Nie miałem żadnych gwarancji, czy mechanizm ten wytrzyma obciążenia rajdowe, czy nie zawiedzie mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Teraz mam już na liczniku ponad 2 tysiące kilometrów i - odpukać! - nic się jeszcze nie stało. W dodatku - co trzeba podkreślić - moją Grizzly używałem wyłącznie do startów w rajdach, czyli wcale nie były to „łatwe” kilometry...
Komfort nie do przecenienia
Rozwiązaniem, które już na własną rękę dodatkowo uprzyjemniło mi korzystanie z Grizzly 700, jest drugi tłumik wydechu, dzięki któremu quad stał się jeszcze bardziej cichy. Zapewniam, że po kilkunastu godzinach jazdy ma to ogromne znaczenie. Obecnie zapomniałem już o skołatanych nerwach, które były efektem przesiadywania godzinami nad ryczącym silnikiem. W razie potrzeby mogę założyć na wydech specjalny „kominek”, który sprawia, że w przypadku zgaśnięcia silnika w wodzie tłumik nie zassie wody.
W porównaniu do poprzedniego modelu Grizzly 660 "siedemsetka" ma nieco inaczej umieszczony wlot powietrza do przekładni pasowej. W tamtym modelu niestety łatwo było zalać przekładnię i w efekcie unieruchomić pojazd. Teraz ten wylot został przeniesiony na przód, dzięki czemu dużo łatwiej jest zapobiagać, aby woda nie przedostała się do paska. Nie potrzeba nawet snorkela! Gdyby jednak woda wlała do przekładni, jej budowa powoduje, że w pierwszej kolejności przestaje pracować pasek, ale można się jej łatwo pozbyć. Zalanie przekładni jest zwykle ostatnim ostrzeżeniem, że zaraz dostanie się woda do filtra powietrza. To świetne zabezpieczenie przed poważnym uszkodzeniem motoru.
W trakcie „Chorwacji” przyglądałem się, jakie rozwiązania stosował mój rywal – Francuz Labat, który w ubiegłym roku zwyciężył w rajdzie Berlin-Wrocław. On również startuje Grizzly 700 i miał na nim zamontowane aż trzy snorkele. Jeden stanowił wlot powietrza do silnika, a dwa pozostałe – wlotowy i wylotowy – odpowiadały za przewietrzanie przekładni paskowej. Ponadto jeszcze przy kierownicy miał umieszczone odpowietrzniki przedniego mechanizmu różnicowego oraz tylnej przekładni.
Fabryka miewa zwykle rację
W moim „Gryzlaku” stosuję dwa komplety opon – oba w fabrycznym (według mnie - optymalnym) rozmiarze 25 cali. Do zawodów charakteryzujących się łatwiejszą trasą, ale za to szybszych, montuję opony Maxxis All Track. Na rajdy przeprawowe, do walki z błotem zakładam ogumienie ITP Mud Lite XL, które charakteryzuje się bardzo agresywnym bieżnikiem. Użytecznym dodatkiem, który zastosowałem przed Croatią Trophy, są beadlocki, które w przypadku jazdy z niewielkim ciśnieniem świetnie trzymają opony na feldze. W trakcie rajdu ani razu nie spadła mi opona, co wcześniej kilka razy mi się zdarzyało na rajdach. Moje felgi są nieco szersze od standardowych, przez co quad jest bardziej stabilny. Nie stosuję dystansów, które obciążają układ jezdny (głównie łożyska), a w terenie łatwo je uszkodzić.
Przy okazji – kilka słów o technice jazdy. Z racji agresywnego bieżnika muszę ostrożnie operować gazem, ponieważ łatwo mógłbym uszkodzić układ napędowy. Na szczęście „siedemsetka” Yamahy nie cierpi na nadmiar mocy i dosyć łatwo jest trzymać ją w ryzach. Mogę również zdradzić, że z chwilą wjechania w teren od razu zamieniam przełożenie przekładni na zredukowane. Nie ma potrzeby męczyć quada na wysokim biegu. Pasek (seryjny!) jak dotąd świetnie wytrzymał rajdowe obciążenia.
Make fun not war
Moim osobistym patentem jest bardzo wytrzymała, wykonana ze sztywnego plastiku skrzynka Explorera montowana pasami na przednim bagażniku. Pod względem wysokości i szerokości skrzynia odpowiada rozmiarom kierownicy. Nieprzypadkowo – w razie rolowania pojazdu skrzynia chroni przed uszkodzeniem kierownicę i zarazem wszystkie urządzenia sterujące i nawigacyjne, które są w jej okolicach umieszczone. Na tylnym bagażniku montuję z kolei płaski, 12-litrowy bak paliwa marki Kolpin, który wymiarami idealnie do niego pasuje. Do zbiornika przytroczona jest ponadto chopperowska torba, w której przewożę poduszki powietrzne Air Jack. Są to napełnianie spalinami poduszki stosowane do podnoszenia samochodu. Ja oczywiście takiego podnośnika nie potrzebuję, ale za to takie poduchy znakomicie sprawdzają się przy przeprawach wodnych. Wystarczy przytroczyć je po obu stronach pojazdu, aby ten już nie utonął. W przypadku głębokiej wody tak zabezpieczony pojazd można bez strachu przeholować po wodzie. W takiej sytuacji przydaje się jeszcze długa lina – ja stosuję dwa „sznurki” – standardowo 30-metrowy i – jako zapas – 50-metrowy. Ponadto w skrzyni przewożę taśmy kinetyczne, które znakomicie sprawdzają się przy wyciągania quada z błota bez użycia wyciągarki. W trakcie rajdu podróżuję w uprzęży alpinistycznej, która przydaje się np. przy szybkim opuszczaniu pojazdu po zboczu i niebezpiecznych trawersach. W sytuacjach ekstremalnych korzystam oczywiście z wyciągarki - z przodu mam zamontowanego elektrycznego Warna 3.0 z liną syntetyczną. Kiedyś marzyła mi się wyciągarka mechaniczna, którą dałoby się jeszcze zamontować w modelu 660, ale już nie w „siedemsetce”. Jej silnik nie posiada bowiem rozruchu ręcznego, a to właśnie w jego miejscu planowałem podłączyć „mechanika”. Oprócz tego mam jeszcze przygotowaną awaryjną metodę wyciągania quada z kłopotów. Ten patent razem z „Krecikiem” zapożyczyliśmy z wojska. W razie potrzeby mogę zamontować do felgę tylnego koła specjalnie przygotowany bęben z nawiniętą na nim liną. Atakując podjazd, linę można rozwinąć i zaczepić np. o drzewo, później wystarczy tylko dodać gazu, a koła, obracając się, będą zwijały linę, która pomoże nam wspiąć się na górę.
Czekam na Öhlinsy...
W ciężkim terenie nie trudno o mechaniczne uszkodzenie pojazdu w przypadku uderzenia np. w drzewo. Wówczas niezłym zabezpieczeniem jest mocny, ale zarazem sprężysty grill montowany na jego przodzie. Odkąd go mam, nie martwię się o przednie lampy i mniej boję się podróżować z dużą szybkością po lesie. W takiej sytuacji przydają się również osłony na kierownicy, chroniące dłonie prowadzącego pojazd, które nie są już narażone na niebezpieczne i bolesne uderzenia gałęzi mijanych drzew.
W celu ochrony przed skałami i dużymi kamieniami przed ostatnią „Chorwacją” zamontowałem osłony spodu wyprodukowane przez Ricocheta, które na rajdzie sprawdziły się znakomicie. Pomimo ostrego traktowania, bez szwanku wytrzymały wszystkie obciążenia, chroniąc od dołu newralgiczne mechanizmy mojego pojazdu. Naszym francuskim rywalom ślinka ciekła na ich widok...
Kolejnym niezbędnikiem off-roadera jest roadbook, dla którego zamontowałem specjalną „przewijarkę”. Takie rozwiązanie stosują m.in. motocykliści na „Dakarze”. Taśma przewijana jest elektrycznie, a sterowanie tego cudeńka umieszczone jest wygodnie pod kciukiem lewej ręki kierowcy. Tu również znajdują się przyciski obsługujące metromierz MiniExplona, który na rajdzie świetnie się sprawuje za sprawą dużych, podświetlanych wyraźnie cyfr. Ponadto do kierownicy mam przytroczony GPS – model Garmin 276C, z którego również jestem bardzo zadowolony. Ma ogromny ekran, a przyciski do obsługi umieszczone są na jego boku, tak aby nie zasłaniać ręką wyświetlacza. Jego oryginalna antena, która niebezpiecznie wystawała, nie zdawała egzaminu, dlatego obecnie stosuję magnetyczną przyssaną do skrzynki Explorer na przednim bagazniku.
W moim „Gryzlaku” jak dotąd nie wprowadziłem żadnej modyfikacji w silniku – nie było takiej potrzeby, ponieważ fabryczna jednostka świetnie się spisuje. Dbam jedynie, aby co 500 kilometrów wymieniać w niej olej. Fabryczne jest również zawieszenie, ale to akurat chciałbym zmienić. Pozazdrościłem Labatowi i staram się o amortyzatory Öhlinsa z potrójną regulacją, które skonstruowano specjalnie z myślą o quadach. Zdaniem mojego francuskiego kolegi amory te świetnie się sprawdzają, o czym przekonał się już w czasie ubiegłorocznego rajdu „Berlin-Wrocław”, na którym je testował.
Last but not least...
Dobrze przygotowany quad to tylko 50% sukcesu. Trzeba pamiętać, że nawet najbardziej „wypasiony” pojazd nie poradzi sobie w trudnym terenie, jeśli mu w tym nie pomoże doświadczony kierowca. Dlatego oprócz inwestycji w quada nie można lekceważyć własnego treningu – trzeba non stop jeździć, ćwiczyć, poznawać możliwości pojazdu. Warto poszukać sobie dobrego kompana do zespołu (zwykle w klasie quadów startują teamy dwu- a nawet trzyosobowe), któremu można w pełni zaufać i który w ekstremalnych sytuacjach będzie wsparciem, a nie zawadą. Ale przede wszystkim trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. W jaki sposób? Nieustannie wąchając błoto i atakując coraz większe stromizny!
Jacek Bujański (not. Arek Kwiecień)
fot. Arek Kwiecień / Sigma Pro


Artykuł opublikowany w dwumiesięczniku "Wyprawy4x4", nr 4(10)/2007