ATV Polska
A A A

PdV Racing 2001

"Off Road Pl" 26.02.2002
[b]Dwunastogodzinne zawody w Pont de Vaux to jeden z najsłynniejszych wyścigów ATV na świecie[/b]. Nieprzypadkowo określa się je mianem nieoficjalnych Mistrzostw Świata oraz „Mundialu quadów”. Czołowi zawodnicy krajowego ścigania się na czterokółkach w tym roku po raz pierwszy postanowili stawić czoła zagranicznej konkurencji.

Wyczynowa jazda na quadach w naszym kraju ma bardzo krótką historię. Dopiero drugi rok pojazdy te startują wraz z motocyklami w Pucharze PZMot w rajdach enduro, a na torach żużlowych mamy za sobą pierwszy sezon dzięki firmie Speedway Star Promotion, która zorganizowała dla nas cykl turniejów pokazowych.

Polacy startujący na quadach doskonale sobie radzili w tym sezonie na trudnych trasach przygotowywanych przede wszystkim z myślą o motocyklistach. Czuliśmy jednak, że ocena umiejętności naszych zawodników jest mało obiektywna i od dłuższego czasu poszukiwaliśmy możliwości konfrontacji z zawodowcami z zagranicy. Z kalendarza imprez FIM wynikało, że takich możliwości nie ma zbyt wiele, bo na terenie Europy są organizowane tylko dwie imprezy ATV. Nasz wybór padł na dwunastogodzinny wyścig w Pont de Vaux we Francji.

Dzięki powstaniu biura naszego Stowarzyszenia ATV POLSKA mogliśmy nawiązać kontakt z organizatorami zawodów, co też uczyniliśmy w czerwcu. Szybko otrzymaliśmy regulamin, z którego wynikało, że po uzyskaniu zgody na start od PZMot-u, mając licencję w sportach motocross lub enduro, wystarczy wpłacić 420 EURO, aby zostać wpisanym na listę startową ogłoszoną w internecie.

Akurat w tym czasie Jacek Bujański i Krzysiek Redesiuk stali się właścicielami pierwszych Bombardierów DS 650 w Polsce (jego test przedstawiliśmy w numerze 4/5(17)/2001 „Off-Road PL”). Założyliśmy, że jeden z nich będzie pojazdem startującym, a drugi, jako rezerwa, będzie służył w roli „dawcy” w parku maszynowym na wypadek konieczności naprawy. Z materiałów nadesłanych przez organizatorów wynikało, że zgłoszono 120 ekip składających się z 2 lub 3 zawodników, wśród nich po raz pierwszy znalazły się zespoły z Estonii oraz my, czyli ATV POLSKA w składzie: Jacek Bujański, Włodzimierz Cebo i Krzysztof Redesiuk. Opiekę nad naszą drużyną sprawował prezes Stowarzyszenia ATV Polska - Rafał Sonik.
Tak więc w ostatnie dni wakacji 2001 znaleźliśmy się w maleńkim miasteczku Pont de Vaux położonym niedaleko Lyonu gotowi do startu w nieznanych nam zawodach. Spodziewaliśmy się toru wyścigowego, ale na miejscu okazało się, że cała trasa jest dobrze ujeżdżoną drogą polną usytuowaną dookoła plantacji kukurydzy w pobliżu miasteczka. Jeszcze na dzień przed wyścigiem maszyny rolnicze układały wokół zakrętów bandy z wielkich bali słomy.

W działaniach organizatorów nie widać było pośpiechu, ponieważ wszystko zostało dużo wcześniej dokładnie zaplanowane, na przykład nas z czterotygodniowym wyprzedzeniem poinformowano, że o godzinie 10.30, w piątek mamy zgłosić się na przegląd techniczny.
Jakież było nasze zdziwienie, kiedy pod eskortą dwóch samochodów na „kogutach” zostaliśmy doprowadzeni do centrum miasteczka, gdzie został rozbity wielki namiot, w którym odbywał się przegląd techniczny. Po sprawdzeniu quady odprowadzane były na wielki parking usytuowany tuż obok, na którym pozostawały aż do wieczora.
Punktualnie o godzinie 20 zespoły odbierały swoje pojazdy i przedstawiciel każdego teamu jechał ulicą na główny plac, na którym na podeście dokonywano prezentacji wszystkich startujących. Tutaj - ku naszemu zaskoczeniu - w chwili, gdy spiker zapowiadał nasz zespół, otrzymaliśmy największe owacje tłumu. Ceremonia prezentacji trwała w najlepsze do godziny 22 i po przedstawieniu wszystkich kolumna 120 quadów udała się w asyście całego miasteczka do parku maszyn oddalonego o około półtora kilometra od centrum.

Rankiem następnego dnia odbyły się jazdy zapoznawcze, a w południe trening kwalifikacyjny z pomiarem czasu, który miał decydować o stanowiskach startowych. W tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że dotąd nawet nie potrafiliśmy sobie wyobrazić, co to znaczy jechać quadem z prędkością wyścigowego superbika, a właśnie takie wrażenie sprawiało oglądanie legendy ścigania się na quadach Amerykanina Dougha Eichnera, który już czterokrotnie triumfował w Pont de Vaux (w latach 1993, 1995, 1996, 2000). W połowie prostej startowej jego Yamaha Banshee osiągała prędkość 160 km/h. Doug wraz z Anglikiem Paulem Winrow reprezentowali barwy teamu Duncan Racing International od lat zajmującego się tuningiem quadów w USA.
Po treningach czasowych ustalona została lista startowa, na której zajmowaliśmy 91 miejsce i z takiej właśnie pozycji mieliśmy wystartować. Cały wyścig był podzielony na sesje następującej długości: 4, 3, 3 i 2 godziny rozplanowane na dwa dni.

Najbardziej fascynującym momentem każdego etapu był start odbywający się w systemie Le Mans, który od zawodników wymagał refleksu i sprawności fizycznej. Decydowały w nim ułamki sekundy w uruchamianiu silnika pojazdu i zdecydowanie w przepychaniu przed zwężeniami, gdy jeszcze na pierwszych okrążeniach tworzyły się korki.
Po trzech godzinach jazdy zajmowaliśmy 67. pozycję, powoli opanowując naszego Bombardiera i zapoznając się dokładnie z każdym odcinkiem trasy miejscami bardzo krętej i twardej. Z wydruku w biurze zawodów wynikało, że ścigaliśmy się ze średnią prędkością 67,84 km/h. Pod koniec sesji spadł deszcz, po którym stało się niemożliwe podjechanie pod jedno ze wzniesień i w rezultacie zawody przerwano, w chwili gdy 120 quadów stanęło bezradnie przed podjazdem.

Pomiędzy sesjami pojazdy były zabezpieczone w zamkniętym parku i wydawane dopiero przed samym startem. Wszelkie naprawy mogły być wykonywane tylko w czasie trwania wyścigu.

Wieczorem o godzinie 22 zaplanowano początek sesji nocnej, jednak ulewa zmieniła tor w bajoro i w efekcie organizator odwołał start, co nie spodobało się kilku zawodnikom francuskim, którzy próbowali nawet sforsować płot parku zamkniętego.

Rano pogoda znacznie się poprawiła i mogliśmy wystartować, a po kolejnych trzech godzinach przesunęliśmy się na 61. miejsce. Przed nami znajdowały się tylko dwa Bombardiery z ośmiu startujących, reprezentujące team francuskiego importera tej marki. Oglądaliśmy te pojazdy i sprawiało nam satysfakcję, że były one po tuningu zawieszenia i silnika natomiast nasz DS 650 był maszyną seryjną i nawet - nie mając wystarczająco czasu na dostrojenie gaźnika przed wyjazdem - nie zamontowaliśmy w nim filtra powietrza K&N.

W czasie wyścigu procentowało nasze doświadczenie i kondycja zdobyte w rajdach enduro, podczas których przychodziło nam zmagać się z trudnym terenem czasem nawet przez 7-8 godzin w deszczu i chłodzie. Tutaj zmiany robiliśmy co 40 minut jazdy na najwyższych obrotach. Pojazd spisywał się doskonale i nie mieliśmy z nim większych problemów poza koniecznością wymiany zużytej rolki napinacza łańcucha napędowego.

Na ostatniej zmianie tempo, jakie narzucił Jacek, spowodowało nawet zagotowanie oleju, ale na szczęście wszystko wróciło do normy po ostudzeniu silnika i można powiedzieć, że zawody ukończyliśmy bez strat w ludziach i sprzęcie.
Pięćdziesiąte szóste miejsce w klasyfikacji końcowej uznaliśmy za doskonałe, a patrząc teraz z perspektywy zdobytych doświadczeń, jesteśmy w stanie po przeprowadzeniu odpowiednich przygotowań bardzo ją poprawić w następnym roku. Zresztą nie mamy czego się wstydzić, bo na pięćdziesiątym pierwszym miejscu zawody ukończył mistrz Belgi Van Delft, a na czterdziestym pierwszym - Jonny Simons, mistrz Holandii.
W całym wyścigu ostatecznie zaliczono nam 132 okrążenia, co daje średnią prędkość 54,675 km/h przy prędkości zwycięzcy 68,244 km/h i 163 okrążeniach toru.
Zapoczątkowaliśmy więc jako pierwsi Polacy starty w tym legendarnym wyścigu, co zresztą zostało odnotowane przez francuską prasę i telewizję. Zawody były transmitowane przez francuski kanał sportowy, w przerwach pomiędzy relacjami nadawano migawki z poprzednich lat i wywiady z zawodnikami. To co nam się najbardziej podobało, to cała oprawa zawodów, no ale jak się coś robi po raz piętnasty, to musi się udać.



Pierwszy start polskiego zespołu w PDV-racing zawdzięczamy: firmie Mr. Quad, Krzyśkowi Redesiukowi, Rafałowi Sonikowi oraz klubowi WLKS Siedlce.