ATV Polska
A A A

PdV Racing 2002

Arek Kwiecień 25.09.2002
Mundial Quadów rozgrywany w pobliżu francuskiego miasteczka Pont de Vaux to jeden z najsławniejszych wyścigów czterokółek na świecie. W ubiegłym roku w zawodach tych po raz pierwszy w historii udział wziął zespół polski. W tym zaś roku do Francji wybrały się aż trzy reprezentujące nasz kraj ekipy, których członkowie przyjęli mocne postanowienie powalczenia z najlepszymi zawodnikami świata.



Pont de Vaux. Niewielkie, może kilkutysięczne miasteczko położone na wschodzie Francji w pobliżu autostrady łączącej Lyon z Paryżem. Na co dzień panuje tu raczej senna atmosfera, ale na pewno przynajmniej raz w roku życie nabiera tu tempa. Z końcem sierpnia przyjeżdżają tu bowiem zawodnicy z całego niemal świata, specjalizujący się w ściganiu na quadach. Na ulicach nawet w dniu otwarcia zawodów nie spotyka się jednak wielonarodowego tłumu. Co najwyżej czasami przez centrum miasteczka przemyka z hukiem silnika czterokołowy pojazd, którego pojawienie się nie wzbudza jednak większej sensacji. Mieszkańcy Pont de Vaux zdążyli się już przyzwyczaić do tych dziwnych maszyn, gdyż tegoroczne zawody PdV Racing odbywają się tu już po raz szesnasty.
Mimo iż same zawody zorganizowane są na peryferiach miasta, organizatorzy dbają, aby jego mieszkańcy, nie tylko użyczali nazwy swej miejscowości mistrzostwom, ale także czuli się specjalnie na nie zaproszeni. Dlatego pierwszego dnia imprezy, w piątek, na jednym z miejskich, malowniczych placów odbywają się oficjalne badania techniczne pojazdów, po których quady zamykane są w parku maszyn. Przez cały dzień w miejscu tym panuje hałas i zamieszanie. Sędziowie techniczni sprawdzają, czy zakres przeróbek dokonanych w quadach nie przekracza wytycznych zawartych w regulaminie. To pierwsza szansa, aby poznać i zobaczyć pojazdy konkurentów. Przeważają Yamahy Banshee, ale przyjechało również sporo Raptorów i Bombardierów DS 650. Zdarzają się także takie rodzynki, jak nowe (nawet dla fachowców) Suzuki LTZ 400 czy niezbyt znane w szerokim świecie Wtec Erazery i VLS-y New Generation wyposażone w silniki KTM-a, które są autorskim pomysłem Holendra Wila Van der Laana.
W różnokolorowym tłumie zawodników oczekujących na kontrolę techniczną nieźle prezentują się ubrani w stroje w narodowych barwach Polacy, którzy w tym roku do boju wystawili aż trzy zespoły. Dwa z nich reprezentują Polskie Stowarzyszenie Czterokołowców ATV Polska i jechać będą na zmodyfikowanych Yamahach 660R Raptor. Trzeci to team WLKS Siedlce, który pojedzie na Bombardierze DS 650.

[h4]Runda wstępna[/h4]
W sobotnie przedpołudnie zawodnicy po raz pierwszy mają okazję w ramach kwalifikacji zapoznać się z torem. Jest to ponad trzy i pół kilometrowa pętla, złożona z wielu ciasnych zakrętów i kilku prostych. Na trasie znajduje się kilka hopek, dzięki którym quady szybują w powietrzu nawet kilkadziesiąt metrów. Najtrudniejszą częścią toru jest wąski mostek, na który prowadzi ciasny podjazd. Po jego pokonaniu następuje ostry zjazd, po którym rozpoczyna się bardzo trudny fragment toru pełen karkołomnych dziur.
O godzinie dwunastej jazdy kwalifikacyjne dobiegają końca. Miały one na celu ustalenie pozycji na starcie, który zaplanowany jest na trzecią popołudniu. Specjalny system komputerowy mierzył czasy okrążeń każdego z zawodników, którzy przez dwie godziny mogli dowolną ilość razy przejeżdżać torem. Najszybszy okazuje się zespół wspomnianego już Van der Laana jadący na VLS-ie New Generation. Następny jest doskonały team francuski Lassaigne/Lamet (Yamaha Banshee, nr 2), a jako trzeci plasuje się zespół z numerem pierwszym Winrow/Eichner (ATV World). Czyli w czołówce bez specjalnych zaskoczeń. Z jedynką jadą bowiem główni faworyci imprezy, którzy zwyciężali tu w dwóch ostatnich edycjach. Wspomniani Francuzi z kolei to świetni zawodnicy, mający na koncie niejedno zwycięstwo w prestiżowych zawodach (sam Lassaigne triumfował już, w roku 1999, w Pont de Vaux). Polacy w kwalifikacjach oszczędzają siły oraz swoje pojazdy - 72. pozycję zajmuje zespół Bujański/Inglot/Sonik, 81. - Skrundź/Brzozowski/Krawczyk, a 105. - Redesiuk/Woźniak/Golonka.
Czas przybliżyć zasady, jakie obowiązują na Mundialu Quadów. Jest to dwunastogodzinny wyścig podzielony na trzy (cztero-, pięcio- i trzygodzinne) części. Zadaniem zawodników jest pokonanie w tym czasie możliwie jak największej ilości okrążeń.

[h4]Runda pierwsza[/h4]
Punktualnie o godzinie trzeciej, dyrektor wyścigu Jean Louis Staelens opuszcza flagę, dając sygnał startu, który odbywa się w systemie Le Mans. Największym refleksem i szybkością popisuje się Paul Winrow, co pozwala mu natychmiast objąć prowadzenie.

Tuż za nim mknie Banshee z numerem 21 (Grandlund, Stuart, Reid) oraz numerem 6 (Rowlands, Mitchell, Waggott). Przed moimi oczami przemykają również quady Polaków. Jednak już po chwili na próżno czekam, aby obok mnie po raz kolejny przejechał Jacek Bujański na Raptorze z numerem 44.
Po chwili sytuacja wyjaśnia się. Jacek jadąc bardzo powoli, dociera wreszcie do strefy technicznej, gdzie zostaje otoczony przez polskich mechaników. Okazuje się, że olej spływający z filtru powietrza zatkał gaźnik, co uniemożliwiało naszemu zawodnikowi szybką jazdę. Cenne minuty uciekają bezpowrotnie. Gdy Jacek powraca na tor, nasz quad zajmuje jedną z ostatnich pozycji. W czasie dokonywanej naprawy najlepsi zdążyli już zrobić osiem okrążeń toru i właśnie z taką stratą Polacy de facto rozpoczynają zmagania w PdV Racing 2002. Rozpoczyna się odrabianie strat. Na tym etapie pech nie ominął również innych zespołów, a wśród nich także tych, które zaliczane były do ścisłego grona faworytów. W strefie technicznej zatrzymuje się między innymi Johnny Simons, który w tej rundzie już na tor nie powróci.
Na czele wciąż jadą quady z numerami 1, 6 i 21. Po zamianie kierowców (w regulaminie obowiązuje przepis, że jeden zawodnik może jechać maksymalnie przez dwie godziny, po których musi nastąpić zmiana – stąd poszczególne teamy złożone są z 2-3 osób) czołówkę bardzo szybko dogania Banshee z numerem 2 prowadzona przez Grégorego Lassaigne.
Pierwsza, rozpoznawcza runda przynosi zaskakujące wyniki. Na pierwszym miejscu znajduje się team francuski z „dwójką”, za nimi plasuje się quady z numerem 1 (Winrow/Eichner) oraz 27 (Brusselers/Maessen/Leroy). To oznacza, że najwięksi faworyci są „dopiero” na drugiej pozycji, odnotowując stratę jednego okrążenia do prowadzącego duetu Lassaigne/Lamet. Miejsca Polaków na razie nie budzą zachwytu – team z nr 45 jest na 78. miejscu z dwunastoma rundami straty; team nr 44 – na 89. pozycji z 14 rundami straty, zaś zespół nr 43, jadąc bardzo spokojnie, plasuje się na 93. miejscu.

[h4]Runda nocna[/h4]
Na odpoczynek niestety nie ma zbyt wiele czasu. Start do rundy nocnej zaplanowany jest dwie godziny po zakończeniu etapu pierwszego. Tym razem zawodników czeka aż pięć godzin jazdy, dlatego wszyscy wykorzystują wolną chwilę na regenerację sił. O ósmej Winrow ponownie nie daje nikomu szans na starcie, natychmiast wysuwając się na prowadzenie. W tłumie ruszających z rykiem silników quadów dostrzegam Raptora prowadzonego przez Jacka Bujańskiego, który swym doskonałym startem zdołał wyprzedzić wielu konkurentów.
Nie mijają dwa okrążenia, a z czoła rozciągającej się stawki zawodników znika quad z numerem jeden. Okazuje się, że w pojeździe Winrowa zdefektowały hamulce i Anglik zmuszony jest zjechać do pit-stopu. Kłopotów nie unika również Nic Granlund (nr 21), dotychczas czwarty, który przez jakiś czas nawet pcha swoją zepsutą Yamahę, aby ta znalazła się wreszcie w rękach mechaników. Sytuację tę w pełni wykorzystuje Cyril Lamet, jadąc perfekcyjnie - niezwykle szybko, a zarazem widowiskowo. Każda hopka w jego wykonaniu oznacza daleki i wysoki lot, każdy zakręt jest przez niego pokonywany niezwykle dynamicznie. Tak pewnie nie jedzie nawet Winrow, który wreszcie powraca na trasę, starając się odrobić pechową stratę.

Po wizycie w pit-stopie wielokrotny zwycięzca tego wyścigu znajduje się dopiero na czterdziestej pozycji!
Powoli nadciąga noc. Wyścig staje się malowniczy – quady osiągające na prostych prędkości rzędu 150 km/h oświetlają teraz drogę reflektorami. Fascynujące widowisko. Dla najlepszych zapadnięcie ciemności nic nie zmienia w sposobie ich jazdy; nadal ich skoki, wejścia w zakręty wykonywane są
kunsztownie z ogromną prędkością i dużą precyzją. Świadczą o tym osiągane przez nich międzyczasy, które nie wiele różnią się od wyników osiąganych na etapie dziennym. Na trasie świetnie radzi sobie quad z numerem 16 prowadzony ręką pechowego Johnnego Simonsa, który wycofał się na pierwszym etapie po pokonaniu zaledwie czterech okrążeń. Straty kilkudziesięciu okrążeń nie da się nadrobić, ale Simons wraz ze swym partnerem z zespołu dają pokaz naprawdę koncertowej jazdy. Po dwóch godzinach zmagań plasują się na wysokiej czwartej pozycji.
Pech niestety znowu nie ominął Polaków. Z wyścigu zmuszony jest wycofać się team WLKS Siedlce – ich Bombardier po zderzeniu już na pierwszym okrążeniu z innym pojazdem nie jest w stanie kontynuować jazdy. Na trasie zaś świetnie radzi sobie polski Raptor z numerem 44. Nic dziwnego – za jego sterami zasiadają zawodnicy niemal okupujący czołowe lokaty w naszych krajowych wyścigach. Sebastian Inglot, Jacek Bujański i Rafał Sonik w ubiegłym sezonie zajęli trzy pierwsze miejsca w końcowej klasyfikacji Pucharu PZMot. Tutaj do swej dyspozycji mają doskonale przygotowaną maszynę, która została specjalnie przebudowana pod kątem zawodów w Pont de Vaux. Prawie wszystkie części i podzespoły użyte podczas jej modyfikacji konsultowane były ze specjalistami z firmy Duncan Racing International, która jest bezsprzecznie najlepszą na świecie firmą tuningową quadów. Dobrze radzi sobie również druga polska ekipa z Gdańska, która nie dysponuje jednak aż tak dobrze przygotowanym sprzętem.
Wybija wreszcie pierwsza w nocy i sędzia zatrzymuje wyścig. Po zawodnikach i pracujących w strefach serwisowych mechanikach widać ogromne zmęczenie, ale nikt nie ukrywa, że ciekaw jest osiągniętych wyników. Wreszcie są. Drugi etap ponownie wygrał zespół Lassaigne/Lamet, na miejscu czwartym do mety dojechał duet Winrow/Eichner! Awans z czterdziestej lokaty na czwartą jest najlepszym świadectwem ich ogromnych umiejętności. Potwierdza się także świetna postawa teamu Polaków – Bujański/Inglot/Sonik ze stratą jedenastu okrążeń plasują się na 28. pozycji. Gdańszczanie zajmują zaś ostatecznie 86. miejsce. Po dwóch etapach na czele klasyfikacji znajdują się Lassaigne i Lamet, którzy posiadają przewagę dwóch okrążeń nad zespołami Brusselers/Maessen/Leroy oraz Winrow/Eichner. Team Bujański/Inglot/Sonik plasuje się na 39. pozycji, a Skrundź/Brzozowski/Krawczyk na 79.

[h4]Runda trzecia[/h4]
Niedziela znowu wita uczestników Mundialu Quadów piękną pogodą. Tym razem zawodników czeka etap czterogodzinny, którego początek zaplanowano na pierwszą popołudniu. Po raz pierwszy start wygrywa Cyril Lamet, nie pozwalając wyprzedzić się szukającemu ostatniej szansy na odrobienie strat Winrowowi. Wyścig układa się po myśli francuskiego teamu, który utrzymuje stałą przewagę około dwóch minut nad bezpośrednimi rywalami.
Po raz kolejny pech dopada Polaków – po trzynastu okrążeniach z powodu awarii wycofuje się zespół nr 45 i w boju pozostaje już tylko jeden polski quad, który – to na otarcie łez – radzi sobie naprawdę bardzo dobrze.
Około godziny piątej sędzia główny zawodów po raz ostatni w tym roku wychodzi z flagą na tor, aby zakończyć wyścig.

Ku zaskoczeniu wszystkich w odległości około trzystu metrów przed metą Yamaha, kierowana przez niemal pewnego już zwycięstwa nas tym etapie oraz w całym wyścigu Grégorego Lassaigne, psuje się, a zawodnik w akcie desperacji zaczyna pchać swój pojazd. Znajdujący się dotąd w klasyfikacji za nim quad z numerem 21 przyspiesza i odrabia stratę jednego okrążenia, wygrywając ostatni etap. Na szczęście Lassaigne do mety nie miał daleko i udaje mu się wreszcie dopchać swój pojazd, dzięki czemu zajmuje drugie miejsce, ubiegając Douga Eichnera, który od kilkunastu okrążeń chyba już nie wierzył w odrobienie strat. Na doskonałym, 22. miejscu finiszuje jedyny już pojazd Polaków.
Kilka metrów od mety tłum otacza płaczącego z wyczerpania Lassaigne’a. Po chwili dociera oficjalna wiadomość – Grégory Lassaigne i Cyril Lamet są zwycięzcami 16. Mundialu Quadów! Drugie miejsce zajmują ostatecznie Wielcy Przegrani, czyli Paul Winrow i Doug Eichner, na trzecim plasują się Amerykanie: Nic Granlund, Greg Stuart i Justin Reid. Polacy zajmują wysoką, 26. pozycję, czyli w porównaniu z ubiegłym rokiem (56. miejsce) jest to spory awans.
Występ teamu Polskiego Stowarzyszenia Czterokołowców ATV Polska mógł się podobać. Mimo problemów technicznych na początku zmagań Polacy z każdym etapem poprawiali swą pozycję, osiągając ostatecznie cel, który sobie założyli przed zawodami, czyli miejsce w trzeciej dziesiątce. Ich zespół pod względem organizacji oraz przygotowania pojazdu nie odbiegał od konkurentów ze ścisłej, światowej czołówki, a to pozwala mieć nadzieję, że w przyszłym roku ma on już szansę powalczyć z najlepszymi. Pozostałe polskie ekipy niestety nie dysponowały tak dobrze przygotowanymi quadami, jak ten z numerem 44, ani też zapleczem technicznym i organizacyjnym, który pozwoliłby im ukończyć z powodzeniem wyścig. Zdobyte jednak przez polskich zawodników doświadczenie będzie z pewnością procentować, co na pewno wpłynie na podniesienie poziomu rywalizacji na wyścigach krajowych.