ATV Polska
A A A

PdV Racing 2003

Arek Kwiecień "Off Road Pl" 07.10.2003
Mundial Quadów, jak zwykło nazywać się 12-godzinny wyścig PdV Racing rozgrywany na przedmieściach francuskiego miasteczka Pont de Vaux od trzech lat stanowi magnes przyciągający polskich zawodników. Nic w tym dziwnego – to bez wątpienia jedna z najważniejszych imprez dla czterokołowców na świecie, corocznie gromadząca na swym starcie sto dwadzieścia doskonale przygotowanych, dwu- lub trzyosobowych zespołów. W tym roku nasz kraj reprezentowały dwa quady, ale niestety to nie Polacy walczyli o zwycięstwo. Swój ubiegłoroczny sukces powtórzył startujący Yamahą Banshee Francuz Grégory Lassaigne, któremu tym razem partnerował jego rodak Joël Bontoux.

[h4]Z pomocą Duncana[/h4]
W tym roku w barwach Polskiego Stowarzyszenia Czterokołowców ATV Polska w zawodach wystartowała Yamaha Banshee, na której ścigali się Rafał Sonik, Grzegorz Brzozowski i Amerykanin Allan White. Z myślą o tym wyścigu ich pojazd został specjalnie przygotowany przez amerykańską firmę tuningową Duncan Racing Inc. Drugi z polskich teamów, startujący w barwach klubu WLKS Siedlce, wystąpił w składzie: Krzysztof Redesiuk, Maciej Jachnicki i Michał Dominiak, a do zawodów również wystawił dwusuwową Banshee. Wybór Polaków nie dziwi – ten model Yamahy od lat nie ma sobie równych Na PdV Racing i wiele wskazuje na to, że jego supremacja potrwa jeszcze chwilę.

[h4]Doświadczenie i młodość[/h4]
Więcej szans na zajęcie dobrego miejsca dawano zespołowi ATV Polska. Sonik (na co dzień prezes PSC ATV Polska) i Brzozowski to czołowi polscy zawodnicy, którzy przez cały sezon rywalizowali z sobą w zawodach o tytuł Indywidualnego Mistrza Polski. Allan White – jedna z najważniejszych osób w Duncan Racing Inc. – stanowił dobre uzupełnienie dla naszych kierowców.
Team WLKS Siedlce stanowił mieszankę rutyny i młodości. Krzysztof Redesiuk w Pont de Vaux stratował już po raz trzeci i z pewnością niewiele mogło już go na tym wyścigu zaskoczyć. Jego partnerzy – Maciej Jachnicki i Michał Dominiak – to jedni z najszybciej jeżdżących młodych polskich zawodników, którzy w tym roku byli bardzo widoczni na rajdach enduro organizowanych przez PZMot.

[h4]Faworyci[/h4]
Oczy francuskich kibiców zwrócone jednak były na innych. Kto spodziewał się, że francuska para Grégory Lassaigne – Cyril Lamet, która przed rokiem po heroicznej walce i w bardzo dramatycznych okolicznościach zwyciężyła (zawodnicy dotarli do mety, pchając swego quada, w którym zgasł silnik), będzie chciała w tym roku powtórzyć swój sukces, mylił się. Francuzi wystartowali w osobnych zespołach: Lassaigne pozostał wierny barwom Yamaha Motor France, a jego nowym partnerem został Joël Bontoux. Lamet postanowił zaryzykować i przeszedł do teamu startującego czterosuwową Suzuką LTZ 400.
Podobną decyzję nieoczekiwanie podjął również amerykańsko-angielski zespół w składzie Doug Eichner-Paul Winrow, który we Francji dwukrotnie już wygrywał, a przed rokiem zajął drugie miejsce. Tym razem partnerem Eichnera został Anglik John Mitchell, zaś Winrow utworzył duet z Francuzem Pascalem de Palmą. Interesujące jest, że obaj dokonali podobnych wyborów sprzętowych jak ich konkurenci z Francji. Eichner pozostał przy Banshee, zaś Winrow postanowił spróbować swych sił na Suzuce. Jak się później okazało, opłacało się być wiernym...

[h4]Trzy rundy[/h4]
Dwunastogodzinny PdV Racing podzielony jest na trzy rundy: trzy-, pięcio- i czterogodzinną. W tym czasie zawodnicy rywalizują z sobą na około trzykilometrowym ziemnym torze, starając się pokonać jak najwięcej okrążeń. Zasada jest prosta – wygrywa ten, kto skompletuje największą liczbę „kółek”. Francuski tor różni się jednak od tras, na których na co dzień ścigają się Polacy w rajdach enduro. Tu nie moc silnika jest najważniejsza, ale jego moment obrotowy, który decyduje o przyspieszeniu pojazdu. W quadach specjalne obniżane jest zawieszenie, aby – niczym gokarty – czterokołowce „przyklejały się” do ziemi, pozwalając zawodnikowi błyskawicznie pokonywać ostre zakręty i szykany, których w Pont de Vaux nie brakuje. Ważna jest również wytrzymałość konstrukcji pojazdu i jego niezawodność – kilkaset dalekich skoków wykonywanych podczas wyścigu na hopkach z maksymalną prędkością szybko weryfikuje wszelkie niedostatki techniczne.

[h4]Kwalifikacje[/h4]
PdV Racing 2003 rozpoczął się od jazd kwalifikacyjnych, w których 120 zespołów rywalizowało o najlepszy czas okrążenia określający pole position w wyścigu głównym. Tegoroczne kwalifikacje pokazały, że czterosuwowe Suzuki w konfrontacji z dwusuwowymi Banshee wcale nie stoją na straconej pozycji. Zwycięski czas, jaki osiągnął zespół Paula Winrowa, musiał wzbudzić niepokój w sercu jego niedawnego partnera Douga Eichnera. Polacy pojechali spokojnie - zespół ATV Polska zajął 55. pozycję, a WLKS Siedlce – 88.

[h4]Etap pierwszy[/h4]
Prawdziwy wyścig rozpoczął się od pierwszego, trzygodzinnego etapu. Już chwilę po starcie okazało się, jak trudne będą tegoroczne zawody. Gdy 120 quadów ruszyło do walki, nad torem natychmiast uniosła się chmura pyłu, która prawie uniemożliwiła jazdę zawodnikom znajdującym się na dalszych pozycjach. Od trzech miesięcy w tym regionie Francji panowała susza... Organizatorzy niechcący utrudnili dodatkowo jazdę, w ostatnim momencie polewając prostą startową wodą. Quady i ubrania kierowców szybko zalepiły się mazią, a na utwardzonym do niedawna torze natychmiast pojawiły się ogromne wyrwy i koleiny. Najgorzej było na zakrętach, gdzie z usypywanej kołami quadów ziemi powstały twarde bandy oraz na hopkach, które nie zawsze dawały się przeskoczyć. Nic dziwnego, że w takich warunkach problemy techniczne dotknęły wiele zespołów. Jazda była również bardzo wyczerpująca dla zawodników, którzy nie mając już sił, zjeżdżali do pit stopów, prosząc swych partnerów o danie wcześniejszej zmiany. Ostatecznie najlepiej na pierwszym etapie wypadły – zgodnie z przewidywaniami – Yamahy Banshee należące do faworyzowanych zespołów: Lassaigne/Bontoux i Eichner/Mitchell. Zespół ATV Polska po I etapie zajmował pozycję 42., tracąc do lidera osiem okrążeń. Team WLKS Siedlce sklasyfikowany został na miejscu 88., a jego strata wynosiła osiemnaście okrążeń. Na odpoczynek nie było wiele czasu – już dwie godziny później rozpoczynał się pięciogodzinny etap nocny.

[h4]Etap drugi[/h4]
Kto spodziewał się, że na drugim etapie, po zachodzie gorącego słońca, będzie nieco łatwiej, mylił się. Zmęczenie dawało już zawodnikom znać o sobie, wiele czterokołowców przeszło już prowizoryczne naprawy, a zmasakrowany tor rozświetlany jedynie reflektorami maszyn nie pozwalał nawet na chwilę dekoncentracji. O pierwszej w nocy, gdy etap się zakończył, okazało się, że na szczycie klasyfikacji nie zaszły zmiany. Nieustannie prowadził zespół Lassaigne/Bontoux przed duetem Eichner/Mitchell. Francuzom udało się jednak zwiększyć przewagę nad rywalami do dwóch okrążeń. Zespół ATV Polska przesunął się nieznacznie w klasyfikacji na miejsce 41., wyprzedzając tym samym najbardziej medialny team zawodów, w składzie którego startowali znani z „Dakaru” - Stéphane Peterhansel i Luc Alphand. Sporo awansował (o osiem oczek) zespół WLKS Siedlce, w którym na zmianę jeździli na tym etapie - z powodu kontuzji Redesiuka - jedynie Dominiak i Jachnicki.

[h4]Etap trzeci[/h4]
Po kilkugodzinnym odpoczynku, wczesnym rankiem w niedzielę rozpoczął się rozstrzygający etap czterogodzinny. Kibice, którzy pamiętali ubiegłoroczne kłopoty francuskiego teamu, nieoczekiwanie przeżyli déjà vu. Już po pierwszym okrążeniu, zdecydowanie prowadzący Grégory Lassaigne zmuszony był zjechać do serwisu, by naprawić awarię. Po powrocie na tor znalazł się na szarym końcu stawki zawodników... W tym momencie rozpoczął się szaleńczy pościg francuskiej pary za rywalami. Już po pierwszej godzinie wysforowali się na trzecią pozycję i dalej jechali perfekcyjnie. Pół godziny później byli już na prowadzeniu! Gdy wydawało się, że już nic nie może im zagrozić, z ich silnika zaczął wydobywać się dym. Na szczęście był to raczej rodzaj zasłony dymnej, bo nie przeszkodził on francuskiej parze dojechać do mety na pierwszej pozycji. W międzyczasie dołożyli Anglosasom jeszcze jedno okrążenie „w plecy” i wygrali cały wyścig z wynikiem 231 okrążeń. Doug Eichner i John Mitchell, pokonując 228 okrążeń, zajęli miejsce drugie, a holendersko-brytyjski team Joe Maessen-William Waggot – trzecie (221 okrążeń).

[h4]Tuż za sławami[/h4]
Polakom nie udało się poprawić pozycji sprzed roku (dwudziestej szóstej). Zespół Sonik/Brzozowski/White trapiony rozmaitymi kłopotami technicznymi sklasyfikowany został na 39. pozycji (193 okrążeń), oczko niżej niż zespół Stéphane Peterhansela i Luca Alphanda. Młodzi zawodnicy teamu WLKS Siedlce, po przejechaniu 164 okrążeń, zajęli zaś miejsce 76.