ATV Polska
A A A

Postanowiłem zakosztować czegoś nowego - rozmowa z Radkiem Sawiczem

27.04.2007
Radek Sawicz przed miesiącem zadebiutował w Mistrzostwach Europy w rajdach typu baja. Na zawodach Italian Baja wypadł znakomicie, zajmując 3. lokatę. Teraz szykuje się do kolejnych występów. W rozmowie dla naszego portalu opowiada o swych wrażeniach z rajdu we Włoszech oraz planach na przyszłość.

Skąd pomysł na start w Mistrzostwach Europy w rajdach typu baja? Przed Tobą nikt z Polaków w nich nie uczestniczył. Dlaczego zdecydowałeś się wystąpić akurat w tych zawodach?
Po kilku latach startów w krajowym enduro chciałem zakosztować czegoś nowego. Mój wybór padł na rajd Italian Baja – jedną z pierwszych imprez zagranicznych w tym roku. Wtedy nie planowałem jeszcze startów w całych mistrzostwach, a jedynie chciałem spróbować swych sił w zawodach o nowej formule. Poszukując informacji o zawodach we Włoszech, utwierdziłem się przekonaniu, że ich charakterystyka wywodzi się właśnie z enduro, a jednocześnie jest to już coś całkiem innego. Oczywiście spore znaczenie miał dla mnie fakt, że od tego roku cykl zawodów, do których zaliczany jest Italian Baja, otrzymał status właśnie Mistrzostw Europy –chyba każdy chciałby spróbować sił w zawodach o tak wysokiej randze. Dodatkowym bodźcem dla mnie były znane nazwiska na liście startowej, a zwłaszcza osoba Josefa Machacka – wielokrotnego zwycięzcy „Dakaru”. Ostatecznie poza Machackiem i mną w zawodach wystartowali wprawdzie sami Włosi, ale wbrew pozorom nie stanowili wcale łatwej konkurencji. Większość z nich brała udział w tych zawodach w latach ubiegłych. Teraz doskonale wiedzieli więc, czego mogą się spodziewać. A przede wszystkim znali trasy oesów, co początkowo dawało im sporą przewagę nade mną. Dla mnie trasa była nowością, musiałem nieustannie się pilnować i nie mogłem sobie pozwolić na ryzyko. Dopiero później, gdy poznałem już układ trasy, starałem się nawiązywać z nimi wyrównaną walkę.
Powiedziałeś, że rajdy baja różnią się od polskiego enduro. Pod jakim względem? Co było dla Ciebie największą nowością?
Różnice są spore. Przede wszystkim we Włoszech walczyliśmy na dużo dłuższym dystansie, a oesy miały nie po kilka, ale po kilkadziesiąt kilometrów. W Polsce jeździmy w znacznie trudniejszym terenie, jak wąwozy, szczyty górskie, przeciskanie się pomiędzy drzewami. Na Italian Baja przeważała w miarę równa i szeroka trasa, było sporo szybkich odcinków, na których przez dłuższy czas jechałem na odwiniętej piątce. Myślę, że taka charakterystyka trasy wynika z faktu, iż równolegle w rajdzie startują samochody terenowe. Znaczący był fakt, że tylko jeden z zawodników zdecydował się na start czteronapędówką. Nie potrzebowaliśmy napędu 4x4 i z tego co wiem, większość następnych rund będzie miała podobna charakterystykę.
Polskie enduro jest bardziej wymagające dla mięśni i kręgosłupa, we Włoszech za to należało być dużo bardziej skoncentrowanym. Chwila nieuwagi mogła sporo kosztować.
Nowością była dla mnie jazda według roadbooka, która – jak się okazało – nie jest zbyt trudna. Bez kłopotów radziłem sobie z orientacją w terenie i elektrycznym przewijaniem trasy. Organizatorowi zdarzyły się jednak niewielkie błędy w opisie, czasem można było się zgubić i trzeba było się wtedy kierować wyczuciem.
Ciekawostką były również PKC-e umieszczone po odcinkach specjalnych – z czymś takim jeszcze się nie spotkałem. Kosztowało mnie to chyba 2 minuty kary zanim się zorientowaliśmy jak liczyć czasy.
Zawody trwały dwa dni w trakcie weekendu (17-18 marca), ale oficjalny start miał miejsce już w piątek.
Zaczęliśmy od 7-kilometrowego prologu, który przebiegał częściowo po trasie późniejszego odcinka specjalnego. Prawdziwa rywalizacja rozpoczęła się więc w sobotę i był to najtrudniejszy etap zawodów. Tego dnia pokonaliśmy dwie pętle, za każdym razem przejeżdżając po dwa oesy (w sumie więc cztery). W niedzielę zrobiliśmy jedno okrążenie, zaliczając dwa oesy.
Oba odcinki specjalne liczyły po 45 kilometrów. Pierwszy z nich przypominał OES z rajdów samochodowych, był prawie całkiem płaski, w całości szutrowy i przez to bardzo szybki. Przez blisko połowę jego dystansu jechałem z maksymalną prędkością. Średnia prędkość na tym odcinku wynosiła ponad 80 km/h. Mój quad niestety nie był przygotowany do takich wyścigów „na maxa”. Na tym etapie Włosi jechali dużo szybciej ode mnie; moja maksymalna prędkość była gorsza nawet o 10 km/h. Drugi oes również był szybki, ale nie brakowało już na nim zasadzek i technicznych przeszkód. Zdarzało się, że pędziłem z prędkością 100 km/h, a tu nagle znienacka pojawiał się przede mną dwumetrowy uskok. W większości odcinek ten prowadził po wyschniętym kamienistym korycie rzeki. Ten drugi z oesów znacznie bardziej przypadł mi do gustu – tu wreszcie coś się działo!
Z przeprawami przez wodę chyba dość rzadko miałeś do czynienia w Polsce...
Tak, woda była dla nas sporym utrudnieniem. A wszystko przez to, że organizatorzy zdecydowali się w sobotę nie zamykać tamy. Koryto rzeki, którym jechaliśmy wzdłuż, było wprawdzie bardzo szerokie, ale co rusz musieliśmy przeprawiać się przez rzeczki i strumyki, które nieregularnie wiły się po jego dnie. Trzeba było mieć się na baczności, bo w niektórych miejscach wody było znacznie więcej, niż można było się spodziewać na pierwszy rzut oka. Taka niespodzianka spotkała m.in. Łukasza Komornickiego i Rafała Martona, którzy „przytopili” swoje buggy na jednym z takich brodów. Woda wypaczyła więc nieco wyniki zawodów, a to nie wszystkim to się podobało. Po spotkaniu z nią kilka aut musiało się wycofać. Organizatorzy chyba trochę się przeliczyli.
Ostatecznie zdecydowano się na zamknięcie tamy, więc w niedzielę mieliśmy do pokonania jedynie kilka strumyków. Po sobotnim etapie trasa tego odcinka była o wiele bardziej wymagająca, dwukrotny przejazd kilkudziesięciu samochodów i quadów zrobił swoje. Postanowiłem mocno zaatakować na tym odcinku, był to zarazem ostatni oes tego rajdu. Co mnie cieszy, osiągnąłem na nim drugi czas i w efekcie drugą lokatę w generalce niedzielnego etapu.
W wynikach opublikowanych przez organizatora dość trudno się zorientować, którą ostatecznie zająłeś pozycję...
W klasyfikacji Mistrzostw Europy w sobotę zająłem ostatecznie 6. pozycję, a w niedzielę – 2, co dało mi 3. pozycję w rajdzie. W klasyfikacji ME po Italian Baja zajmuję za to exequo 2. pozycję, co bardzo mnie cieszy i motywuje do dalszych startów. W klasyfikacji generalnej zawodów zająłem natomiast 6. Lokatę, co wynika z faktu, że nie wszyscy kierowcy zgłosili się do Mistrzostw Europy.
Jak oceniasz organizację rajdu? Czy jesteś zadowolony z wyprawy do Włoch?
Muszę przyznać, że byłem nieco zawiedziony włoską organizacją. Wyobraź sobie, że czas na odcinkach specjalnych był mierzony stoperem! W Polsce na zawodach enduro byłoby to nie do pomyślenia!
To świetne uczucie móc rywalizować z zagranicznymi zawodnikami, w dodatku tak utytułowanymi jak Machacek. W dodatku teraz już wiem, czego mogę się spodziewać na tego rodzaju zawodach, jak się do nich przygotować, jak przygotować sprzęt.
Czy w trakcie rajdu spotkały Cię jakieś niespodzianki, przygody?
Tak, i to nie jedna. Na szybkiej próbie nie dohamowałem się do zakrętu i o mało nie wpadłem do rzeki – zatrzymałem się na barierce mostka, na szczęście zderzak dzielnie przyjął uderzenie.
Innym razem również źle oceniłem prędkość, nie udało mi się „zmieścić” na drodze i rolowałem w rowie. Dzielni kibice szybko postawili quada na nogi i usłyszałem „ pal i rura !!!”, okazało się że na 45km próbie wydzwoniłem na oczach mojego „teamu” - Michała Sikory i Jarka Cedro.
Widzę, że nie miałeś litości dla swojej Yamahy...
Tak, ale na szczęście maszyna dotrwała do końca wyścigu bez większych problemów. Moim błędem był start na dystansach, które nie wytrzymywały dużego obciążenia co powodowało duże wibracje tylnej osi. Na szybkich partiach prowadzenie quada było niezbyt pewne.
Na przyszłe zawody planuję zmienić zębatki, żeby maszyna była trochę szybsza. Może pokombinuję też nieco z ustawieniem silnika, mapą zapłonu, ale na tyle tylko, żeby nie miało to wpływu na żywotność jednostki. Koniecznie muszę założyć oś tuningową. Muszę zastanowić się również nad oponami. Na Italian Baja założyłem najtrwalszy model ogumienia ITP - HD. W Polsce mógłbym na nich przejeździć pewnie ze dwa sezony, ale po jednym występie we Włoszech w trzech czwartych są już zdarte! Wszystko przez te kamienie i szybkość. Pomyślę nad ich wymianą. Włosi startowali na Maxxisach; Machacek wolał Kendy... Jeszcze nie podjąłem decyzji.
To był Twój pierwszy start po przerwie zimowej. Nie miałeś zadyszki?
Z kondycją nie miałem problemów – nasza Krokowa jest według mnie dużo bardziej wyczerpująca. W przyszłości nie przewiduję więc siłowych treningów, muszę za to poćwiczyć jazdę z maksymalną szybkością, wybieranie optymalnego toru jazdy, mocne dohamowania – to decydujące elementy na baja.
Josef Machacek, którego miałeś okazję spotkać, to kierowca-legenda. Jak wspominasz rywalizację z tak utytułowanym i doświadczonym zawodnikiem?
Jazda Machacka zrobiła na mnie ogromne wrażenie – widać, że ma ogromne doświadczenie. W zawodach startował Yamahą Banshee, ale nie modelem z „Dakaru”, z ogromnym czterosuwowym silnikiem, lecz z oryginalną jednostką. Czech imponował mi rozwagą i opanowaniem. Początkowo bowiem Włosi jechali znacznie szybciej od niego, co wielokrotnego zwycięzcę „Dakaru” mogło pewnie nieco irytować. On jednak jechał równo i mądrze, bez „napinania”. Italian Baja to rajd długodystansowy, „sprinty” na nic się nie zdają; ważna jest regularność, nie można sobie pozwolić na awarię pojazdu, ani „głupie” wpadki. Sobotnia walka z wodą musiała go chyba jednak nieco zirytować, bo w niedzielę Czech już nie wystartował.
Czy planujesz dalsze starty w Mistrzostwach Europy?
Osiągnięty we Włoszech rezultat sprawił, że nabrałem ochoty na dalszą rywalizację w międzynarodowym towarzystwie. Myślę, że mam szansę na dobry wynik końcowy. W tym momencie planuję start w całym cyklu zawodów o ME, z tego względu chyba zrezygnuję z tegorocznych startów w Polsce. Kolejna runda również będzie miała miejsce we Włoszech, ale tym razem bardziej na południe, gdzie spodziewana jest jeszcze wieksza frekwencja. Z tego co wiem, będą to zawody o nieco niższej randze od Italian Baja, ale za to należy się na nich spodziewać większej liczby zawodników. Im dalej, tym będzie jeszcze ciekawiej – czekają nas rundy w Hiszpanii, na Węgrzech a na koniec – we Francji. Fajnie powinno być zwłaszcza u Madziarów – z tego, co słyszałem, wybiera się tam kilku zawodników z Polski.
Zapraszam wszystkich do odwiedzenia strony www.quadchamp.eu, znajduje się tam więcej informacji na temat Mistrzostw Europy Quad Baja. A na koniec chciałbym podziękować firmie Progress Technika, która wspiera mnie w moich startach.



Zobacz galerię