ATV Polska
A A A

Quady w Grupie Jurajskiej GOPR

Mr. Quad "Off Road Pl" 11.04.2002
W maju ubiegłego roku, w programie „Kręcioła” Jurka Owsiaka, TVP pokazała niezwykłe zawody zorganizowane przez Grupę Jurajską GOPR. Jedną z konkurencji była rywalizacja dwuosobowych ekip ratowników na quadach.

Zadanie polegało na dojeździe dwu ratowników quadem z przyczepką ratunkową pod skały, akcji ratunkowej w ścianie po rannego taternika i zwiezieniu pozoranta w pozycji leżącej w noszach zamontowanych w przyczepce ratunkowej do karetki oczekującej kilka kilometrów od miejsca zdarzenia. Zaciekawieni tą relacją postanowiliśmy na miejscu przekonać się jak te pojazdy, znane nam dotąd jako dostarczające jedynie emocji i prawdziwie męskiej rozrywki urządzenia, znalazły się na służbie w ratownictwie górskim.
W sobotni ranek dotarliśmy do celu podróży, jakim była Centralna Stacja Ratunkowa Grupy Jurajskiej GOPR w Podlesicach. Jak się później okazało, trafiliśmy do najlepszego źródła informacji - Naczelnika Grupy Jurajskiej GOPR i eksperta Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy do spraw wyposażania w sprzęt specjalistycznych jednostek ratowniczych, Piotra Van der Coghena. Gdy już rozsiedliśmy się przy herbatce w biurze i jednocześnie mieszkaniu naczelnika, wystarczyło zamienić się w słuch, aby w miłej, kilkugodzinnej gawędzie poznać historię czterokołowców w służbie ratownictwa górskiego. A było to tak. Na początku 1998 roku w Teleekspresie ukazała się migawka o zastosowaniu czterokołowców w oddziałach zwiadu Wojska Polskiego. Z materiału filmowego wynikało niezbicie, że żołnierz prowadzący quada, nieopanowawszy maszyny, wjechał w operatora, ale pomimo to uwagę naczelnika zwróciły fantastyczne możliwości trakcyjne prezentowanego pojazdu. Tak to „ziarno zostało zasiane”. Przyglądając się wyczynom „pokracznych motorków” naczelnik począł rozważać możliwości ich zastosowania w ratownictwie. Szybki dojazd z koniecznym sprzętem do ofiary, transport rannego w terenie niedostępnym dla jakiekolwiek samochodu terenowego, kilkakrotnie szybsze od pieszego patrolowanie szlaków turystycznych w poszukiwaniu zaginionych osób – to jest to!
Kwestią podstawową stał się wybór modelu, który faktycznie spełniałby oczekiwania GOPR-u. A były one niebagatelne: odpowiednia moc, napęd wszystkich kół, prostota obsługi. Rozpoczęły się poszukiwania możliwości dotarcia do dealerów quadów, aby poszczególne maszyny przetestować w praktyce. Po powiadomieniu wszystkich obecnych na rynku firm, zainteresowanie współpracą z ratownikami wykazały: MOTOPOL – importer Hondy i SUZUKI MOTOR POLAND – importer Suzuki. Pojazdy już w pierwszych jazdach próbnych potwierdziły swoje niezwykłe cechy:
- mała szerokość, a więc doskonała mobilność w lesie i na wąskich górskich szlakach;
- zdolność pokonywania stromizn nawet do 45º, co oznacza przejezdność większości polskich szlaków;
- lepsza przyczepność i manewrowość na oblodzonej ścieżce w porównaniu do skuterów śnieżnych;
- lepsza stabilność (w porównaniu do motocykli) przy pokonywaniu głazowisk oraz zaschniętych lub zamarzniętych kolein;
Stało się więc pewne, że znaleziono brakujące ogniwo pomiędzy samochodem terenowym, skuterem śnieżnym a motocyklem enduro. Okazało się, że te ostatnie wymagają w terenie fachowych umiejętności, jakie może posiadać jedynie doświadczony, licencjonowany zawodnik, a nie ratownik, który używa maszyny sporadycznie. Quad wyprzedził również samochód terenowy, gdyż sprostał wąskim, górskim lub leśnym ścieżkom pieszym i rowerowym, które ze względu na szerokość, boczny profil, oblodzenie lub nachylenie były nieosiągalne dla najlepszych nawet modeli samochodów 4x4.
Przekonany, że koncepcja użycia quadów w ratownictwie wprowadzi tę służbę w XXI wiek, Piotr Van der Coghen - wtedy jeszcze Naczelnik Jurajskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - zainteresował pomysłem Jurka Owsiaka i jego fundację, która już wielokrotnie wspomagała służby ratownicze wyposażaniem w supernowoczesny sprzęt ratunkowy. Zgodnie z procedurą przyjętą zawsze w takich wypadkach, uruchomione zostały mechanizmy przetargowe. Powołano komisję, której przewodniczącym z ramienia WOŚP został Piotr van der Coghen. Warunkiem jaki postawiono importerom było udowodnienie szczególnej przydatności pojazdów do służby ratowniczej, a jednocześnie zaprezentowanie łatwego w obsłudze modelu małej lawety do przewozu czterokołowca, a także koncepcji przyczepki ratunkowej do transportu rannego w pozycji leżącej. Jednakże kluczowym był wybór modelu quada.
W tej sytuacji naczelnik wpadł na „szatański” pomysł dokonania bezpośredniej konfrontacji zgłoszonych pojazdów. Miała ona polegać na pokonaniu toru przeszkód wytyczonego w ekstremalnie trudnym terenie. Oznakowana taśmami, przeraźliwie wąska ścieżka prowadziła przez skały, głazy, strome szutrowiska pełne luźnych kamieni, trawersy, kopne piaszczyste wydmy oraz bagniska. Był to prawdziwie morderczy test zarówno dla maszyn, jak i ich kierowców. Prawdą jest też fakt, że dealerów reprezentowali mistrzowie: Hondę – początkujący w tej branży, ale bardzo sprawny Jurek Dąbrowski, zaś Suzuki – wieloletni mistrz enduro i quadów – Jacek Bujański. Gdyby nie to, tor byłby nie do pokonania, gdyż przejazdy należało odbyć quadem wyposażonym w prototyp przyczepki ratunkowej.
Drobiazgowo przyglądająca się testom komisja, w której oprócz naczelnika Piotra van der Coghena zasiadali zarówno przedstawiciele GOPR i Instytutu Służby Czołgowo-Samochodowej WP, oceniała wykonanie zadań oraz przydatność sprzętu. Werdykt nie był łatwy, gdyż oba pojazdy wykonały wszelkie stawiane przed nimi zadania. Honda Foreman 400 wygrała z Suzuki LT-F4WD 250 dzięki wymaganej homologacji oraz silnikowi o większej pojemności. Ta ostatnia cecha powodowała mniejsze „żyłowanie” silnika Hondy w ekstremalnych sytuacjach. Zaletami Hondy były również: łatwiejsza obsługa maszyny, co czyniło ją dostępną również dla „mniej skomplikowanych” kierowców, jak również sztywna oś tylna dająca lepsze wprowadzanie pojazdu w wiraż przez mniej wprawnych użytkowników.
Zachwycony możliwościami quadów Jurek Owsiak, zmienił swe początkowe założenia i zamiast planowanego jednego zakupił po dwa czterokołowce do wszystkich sześciu grup regionalnych GOPR oraz do JOPR (wkrótce przekształconego w siódmą grupę regionalną GOPR – Jurajską). Zaledwie w kilka miesięcy od pierwszego kontaktu ratowników z quadami (w połowie 1998 roku), pojazdy te znalazły się na wyposażeniu służby ratowniczej; ze względów technicznych na przyczepki ratownicze trzeba było zaczekać aż do lata 2000. Nastąpiła nowa generacja w ratownictwie górskim w Polsce.

Autor dziękuje Naczelnikowi Grupy Jurajskiej GOPR Piotrowi van der Coghenowi za pomoc w realizacji materiału.