ATV Polska
A A A

Suzuki Eiger okiem moto-magazynu

Mateusz Miziołek www.moto-magazyn.pl 18.01.2007
Szczerze mówiąc kiedy dowiedziałem się, że będę testował Suzuki Eigera miałem mieszane uczucia. Niby fajnie, że w tym sezonie jeszcze sobie pojeżdżę i to nie byle czym tylko solidnym markowym sprzętem, ale... to tylko quad użytkowy - pomyślałem, brak emocji, zero zabawy. Nawet kumple mówili: pożycz lepiej leśniczemu, niech powie czy dobrze się tym zające goni. Wystarczyło jednak pojechać w odpowiednie miejsce, gdzie Suzuki będzie czuło się najlepiej i będzie mogło pokazać pełnię swoich możliwości. Tylko gdzie takie miejsce znaleźć?

Na szczęście po długich redakcyjnych debatach wpadliśmy na zwariowany pomysł, zupełnie jak w reklamie Fanty: bierzemy quada i jedziemy odwiedzić ciotkę z Wałbrzycha. Co prawda cioci nie było, były za to hałdy, lasy, kamienie, piach i duuuużo błota. W takich terenach każdy fan dirtu czuje, że jest bamboocha.

Przejdźmy może jednak do opisu naszego głównego bohatera testu. Eiger jest... prosty, od razu tłumaczę, że w tym wyrażeniu nie ma ani grama negatywnych podtekstów. Po prostu w tym sprzęcie nie znajdziemy tony kolorowych przełączników, czy innych nikomu niepotrzebnych zabawek. Wszystko jest na swoim miejscu, łatwe w obsłudze, czytelne i niezawodne. Takie podejście do tematu zdecydowanie mi się spodobało. Do całokształtu pasują plastiki w kolorze khaki, dopełniając wizerunek prostej, żołnierskiej maszyny.

Baczność!

Eigera odpalić możemy na dwa sposoby - rozrusznikiem elektrycznym oraz ręcznie, uchwytem na wzór kosiarek do trawy. Jako, że leniwa ze mnie bestia użyłem tego pierwszego. To co się dzieje kiedy tłok przepchnie wreszcie kompresje prawie 400 centymetrowego cylindra zdecydowanie nie przypomina kosiarki. Bu bu bu bu - w rytm pracy chłodzonego powietrzem i olejem singla zaczęło pikać również moje serce. Nie mogąc się doczekać jazdy wsiadam, ostro dodaje gazu... nic. A no tak, zapomniałem, że ciągle jeszcze wbity jest luz w automatycznej skrzyni biegów. Skoro już przy tym temacie jesteśmy: automat jest cudowny! Dzięki niemu możemy skupić się tylko i wyłącznie na jeździe, spisuje się dobrze w każdych warunkach, a przez cały okres trwania testu w mojej głowie nie miała prawa pojawić się myśl, że można by było zrobić to lepiej. Sama dźwignia zmiany biegów posiada cztery położenia: N - luz, H – czyli jedziemy L - do ostrych podjazdów i zjazdów oraz R, gdy wpakowaliśmy się w takie maliny, że trzeba wycofać.

Przyzwyczajony do motocyklowego schematu rozmieszczenia kontrolerów musiałem się wszystkiego uczyć od nowa. Przy prawej manetce mamy tylko i wyłącznie "spust gazu" oraz usytuowany nieco poniżej przełącznik zmiany napędu 2WD/4WD, cała reszta powędrowała na lewą stronę. Tam znajdziemy dźwigienkę ssania, przełącznik świateł długie-krótkie, wyłącznik zapłonu, przycisk rozrusznika, klakson oraz zrywkę, która odłącza zapłon, kiedy kierowca w najlepsze szykuje się do podziwiania świata z pozycji horyzontalnej. Zrywka działa bardzo dobrze – mieliśmy okazję sprawdzić na własnej skórze! Przy lewej klamce hamulca zainstalowano prosty mechanizm, dzięki któremu możemy zablokować wciśnięty hebel – spełnia to rolę ręcznego i przydaje się przy przewożeniu quada na przyczepie czy postoju gdzieś na dużej pochyłości. Na zbiorniku znajdziemy niestety niezbyt precyzyjny wskaźnik poziomu paliwa, a na owiewce kierownicy prędkościomierz, drogomierz oraz kontrolki luzu, świateł i temperatury silnika. W niewielkim przetłoczeniu na lewym, przednim błotniku schowane jest gniazdko 12V. Na końcu mamy jeszcze ten śmieszny nietypowy kluczyk. Oficjalnie został on przez nas nazwany "gwizdkiem od czajnika" - niewątpliwie jednak dzięki swojej gumowej otoczce ochroni on stacyjkę przed piaskiem i wodą.

Prezentuj broń!

Ojj tak, jest tu czym się pochwalić. Dzięki napędowi na 4 koła Eiger niczego się boi i wszędzie wjedzie. Silnik ciągnie już od najniższych obrotów, co nie raz uratowało mnie przed zostaniem gdzieś w błotnistej pułapce. Szukając coraz to nowych miejsc do wypróbowania Suzuki często dochodziłem do granicy rozsądku, a nawet ją przekraczałem. Jadąc tym ATV'em czujemy, że nic nas nie może zatrzymać... Oprócz mnie po okolicznych terenach jeździli inni miłośnicy czterokołowców. W pewnym momencie zobaczyłem ich u szczytu góry, z której chwilę temu bez problemu zjechałem. Zatrzymali się, popatrzyli w dół, postukali w czoło i zawrócili. W Eigerku wystarczyło wrzucić odpowiednie do takich zjazdów przełożenie i tylko uważać, aby się zadek nie podniósł. Skoro w górach nie ma problemu to może małe wodowanie? Jeżeli chodzi o wszelkie zbiorniki wodne to możemy do nich śmiało wjeżdżać, należy jedynie uważać na głębokość, aby czasem nie przekroczyć 80cm – wtedy to można zalać przekładnie pasową.

Jak już wyjedziemy z tych wertepów i przegonimy trochę stado mechanicznych kucy okaże się, że czy to jedziemy sobie mniej więcej turystycznym tempem czy też pędzimy na złamanie karku Suzuki ani myśli stać się nerwowe czy chybotliwe. Zawieszenie spisuje się bardzo dobrze. Nie pozwala na zbyt duże przechylanie się maszyny w zakrętach, jednocześnie nie protestuje przed wygłupami w stylu przejazd przez ścięte bele drzewa czy kilkumetrowe skoki. Podczas szybkiego pokonywania łuków Eiger zachowuje się pewnie i nie ujawnia tendencji do wywracania się. Podwójny system chłodzenia silnika generalnie daje rade. Składa się on z umiejscowionej z przodu chłodnicy oleju oraz sporej wielkości wentylatora wymuszającego przepływ powietrza wokół głowicy i cylindra. Czasem tylko podczas naprawdę ostrej jazdy kontrolka temperatury silnika daje nam znak, że powinniśmy nieco zwolnić tempa.

Gdy czasem przesadzimy z prędkością, układ hamulcowy w postaci hydraulicznych, podwójnych tarcz z przodu oraz mechanicznego bębna z tyłu zapewnia bezpieczeństwo i szybko zatrzymuje quada nawet z maksymalnej prędkości 90 km/h. Mało? Zapewniam Was, że ta prędkość niejednokrotnie może zrobić na Was większe wrażenie niż 200 km/h na ścigaczu.

Według opinii, jakie udało nam się wydobyć od użytkowników Eigera, seryjne opony warto zastąpić takimi o bardziej agresywnej rzeźbie bieżnika. Ja na brak przyczepności absolutnie nie narzekałem, ale warto o tym wspomnieć.

Jak na dobrą maszynę użytkową przystało, Eiger potrafi wziąć na swoje barki spore ciężary. Na bagażnik z przodu wrzucimy bagaże o łącznej masie do 30kg, na tył spokojnie wchodzi dwa razy tyle. Co prawda w scenerii błotno-wodnistej chętnych na przejażdżkę blondynek raczej nie znajdziemy, jednak zawsze jest gdzie przytroczyć upolowanego dzikiego zwierza. Jeżeli to za mało, to nie ma problemu aby podczepić nawet 500 kilogramową przyczepę. Nie masz przyczepy? Spokojnie, są i inne zastosowania – zawsze możesz zimą zrobić kulig dzieciakom, radocha i ubaw po pachy gwarantowane! Wspomnieć należy też o fabrycznym, schowanym pod kanapą zestawie narzędzi, w skład którego wchodzą: klucze, śrubokręt, obcęgi oraz specjalny miernik ciśnienia opon.

Jeszcze a propos zbliżającej do zimy. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby z przodu zamontować specjalną łychę do śniegu. Dla właścicieli dużych posesji tak doposażony quad to doskonały sposób na szybkie odśnieżanie. A jak jakiś sąsiad wpakuje się w wysoki śnieg to zawsze możesz okazać trochę litości i bez czekania na pomoc drogową samemu wyciągnąć samochód nieszczęśnika z zaspy. Jak widać zastosowań jest cała masa.

Ostatnią ważną sprawą godną opisania jest oświetlenie. Jadąc Eigerem egipskie ciemności rozjaśniają podwójne reflektory, światło stop oraz światło cofania. Te pierwsze całkiem dobrze dają sobie radę o ile nie jedziemy zbyt szybko. Gdy przekroczymy pewną prędkość i postanowimy przełączyć na długie okazuje się, że teren tuż przed nami jest słabo widoczny. Jeżeli przełączymy z powrotem na krótkie, te będą doskonale oświetlały wszystko kilka-kilkanaście metrów w przód, za to dalej już nic nie zobaczymy.

Spocznij!

Uff... maszyna maszyną, ale ja też muszę troszkę odpocząć. Trzeba przyznać, że te wszystkie szosowe sprzęty to nic w porównaniu do akrobatyki, jaką trzeba uprawiać na quadzie. Karmiony głównie pizzami i coca-colą szybko wymiękłem. Dało to jednak chwilę na przyjrzeniu się pojazdowi z bliska. Jak tylko „Karcher” zmył warstwę błota moim oczom ukazał się nie najciekawszy widok. Zapinkom od owiewek tak bardzo spodobały się pobliskie lasy, że postanowiły zostać już tam na stałe. Dwa z czterech błotników trzymały się chyba tylko dzięki dobrej woli. Nienajlepiej wyglądały też zespawane z rurek bagażniki. Pod koniec testu na drogomierzu widniała cyfra 3000 km, czyli sprzęt całkiem świeży a tu już w kilku, czy nawet kilkunastu miejscach odnaleźć można było na nich ogniska rdzy. A felgi... Suzuki dało je chyba japońskim przedszkolakom do ulepienia z plasteliny. Ranty pozawijały się lepiej niż francuskie rogaliki. Oprócz tego więcej usterek nie stwierdziłem. Najważniejsze, że serce Eigera nie wykazywało oznak przedzawałowych. Tak więc pod względem źródła napędu jak i wszystkich pozostałych podzespołów mechanicznych Suzi mnie nie zawiodło i raczej nikogo nie zawiedzie. Nieskomplikowana konstrukcja wróży długowieczność i bezawaryjną obsługę.

Czołem żołnierzu

Tak więc przyszła pora podsumowania. Eiger 400 jest bardzo dobrym i przyjaznym użytkownikowi quadem. Niestety wizerunek niezniszczalnego twardziela psują nieco wcześniej wymienione niedociągnięcia. Dzięki łatwości obsługi Suzuki jest bardzo wszechstronnym pojazdem: czy to służba w straży granicznej, pomoc w dużym gospodarstwie, czy też aktywny sposób spędzenia wolnego czasu – ten ATV fantastycznie odnajduje się w każdej sytuacji. Nigdy nie daje za wygraną, a rola jaką mu przypiszecie zależy tylko od Was – jedno jest pewne, nie rozczarujecie się!

Autorem tekstu jest: Mateusz Miziołek
Autorem zdjęć jest: Dariusz Borowicz
[l=http://www.moto-magazyn.pl/]www.moto-magazyn.pl[/l]

Zobacz galerię