ATV Polska
A A A

Udany debiut Polaków na francuskiej plaży

Marta Bubak ATV Polska 15.02.2007
[b]Le Touquet – małe francuskie nadmorskie miasteczko z plażą po horyzont, na której co roku na początku lutego odbywają się chyba największe zawody rozgrywane na plażach. Gromadzą one 350 quadowców oraz 1000 motocyklistów. W tym roku debiutowało czterech polskich zawodników, startujący w dwóch teamach: Grzegorz Brzozowski (GKM Bałtyk) z Jackiem Stelmaszykiem (Motoklub Oborniki) na KTMie oraz Piotr Majkowski (ATV Zone Team) z Maciejem Jachnickim (Univerpal Racing Team) na Suzuki LTR 450. O bardzo dobrym starcie świadczą zajęte przez nich pozycje: 32 Brzozowski i Stelmaszyk oraz 54 Majkowski i Jachnicki.[/b]


W piątkowy poranek zawodnicy ustawiali swoje pojazdy w długiej kolejce do odbioru technicznego, który trwał do wieczora… Po przejściu kontroli dokumentów przyszła kolej na „badanie” quada. Piotrek z Maćkiem jako pierwsi przeżyli przewiercanie plastików by przytwierdzić z przodu numer startowy, kontrole głośności oraz sprawdzenie zrywki i osłony tylnej zębatki i łańcucha, Grzegorz z Jackiem przy ostatnim zatrzymali się na trochę dłużej z powodu braku osłony. Szybka akcja, śrubokręty i osłona w ręce i po kilku minutach nie było problemu. Na szczęście po wykazaniu przez komisję techniczną braku w quadzie można wracać na odbiór do skutku.
Park maszyn był ogromnym parkingiem z narysowanymi miejscami na mini PITy. Zawodnik, który postawił w nim quada już nic przy nim nie mógł robić. Muszę przyznać, ze z nieukrywanym zdziwieniem obserwowałam jak zawodnicy czule obchodzą się ze swoimi zabawkami. Każdy quad miał pod sobą matę środowiskową, przykryty ciepłą foliową kołderką i dodatkowo zabezpieczony namiotem przed deszczem i wiatrem…. W rezultacie po oddaniu wszystkich quadów na pustym parkingu powstało miasteczko quadowe.
Wstęp do niego był możliwy dopiero na godzinę przed startem. Moment otwarcia parku maszyn wyglądał mniej więcej tak, jak początek przerwy w szkole podstawowej, gdy otwierają się drzwi od klasy a dzieciaki rozbiegają się po całej szkole… Tutaj różnica była taka, że zawodnicy i mechanicy w rękach nie trzymali drugiego śniadania tylko ciężkie opony, pudło z częściami, a bardzo często ciągnęli po prostu wózki z wyposażeniem PITu. Czasami widać było w ich oczach, panikę pomieszaną ze szczęściem, rzadko strach, a w kilku przypadkach … zaspanie  Zaczęło się robić tłocznie i późno, opuściłam więc chłopaków, którzy pieczołowicie przygotowywali PIT i przeciwdeszczowym płaszczu do ziemi pobiegłam na start szukać dobrego miejsca do robienia zdjęć.

Start znajdował się na drugim końcu plaży, na szczęście bardzo miły Pan z obsługi zawodów zabrał mnie i niemieckich dziennikarzy do swojego jeepa i zawiózł na start. Gdy tam dotarliśmy zawodnicy przygotowywali się już do startu. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie wrażenie wywarł na mnie widok 350 quadów w jednym miejscu. Niesamowite w tym wszystkim było to, że riderzy szukali dla siebie lepszego miejsca, przez sekundę nawet zrobiło się malutkie zamieszanie, ale już po chwili organizatorzy uporządkowali zawodników i poustawiali ich w 7dmiu liniach po 50ciu w każdej. Widać było ogromne napięcie przed startem.
W końcu wyruszyli.. co 30 sekund 50ciu. Po kilku minutach na polu startowym w powietrzu był tylko piach. Za to na torze zrobiło się bardzo ciekawie, fotoreporterzy skupili się na przewężeniach i zakrętach. Tam zakopywało się najwięcej zawodników, czego efektem były kilkusekundowe korki. Na szczęście osoby funkcyjne, które zabezpieczały trasę pomagały nieszczęśnikom i bardzo szybko znów można się było dalej się ścigać. Już po niecałej godzinie na trasie zrobiła się tarka. To jednak najlepszym absolutnie nie przeszkadzało i cały czas utrzymywali to samo tempo jazdy podczas gdy reszta widocznie słabła z każdym okrążeniem. Świetnie jechał team Parent Blaise/Couprie Romain z numerem 1 – zwycięzcy tych ekscytujących zawodów. Drudzy na mecie byli znani nam z zawodów w PDV Pichon Vincent/Lassaigne Gregory a trzeci młody team Ternynck Matthieu/Jay Clement.
W centrum prasowym zawodów dużym zainteresowaniem wśród dziennikarzy ciszyły się Polskie teamy. Wypytywali mnie gdzie jeżdżą, na jakich plażach trenują… Gdy odpowiadałam, ze to ich pierwszy występ na zawodach, które odbywają się na plaży i że wcześniej żadne z nich na takowych nie startował – nie wierzyli. Gratulowali dobrego poziomu jazdy a ja pęczniałam z dumy.
Za rok też tam będziemy!

Zobacz galerię