ATV Polska
A A A

Z tego pomysłu możemy być dumni!

Mr. Quad "Off Road Pl" 13.04.2002
Wprawdzie quady dopiero niedawno zadomowiły się w ratownictwie górskim, jednak zdołały zdobyć sobie uznanie personelu GOPR i wyznaczając nowe standardy w technikach ratowniczych. Na temat wykorzystania quadów w przez Grupę Jurajską GOPR z Piotrem van der Coghenem - twórcą i Naczelnikiem Grupy Jurajskiej GOPR oraz szefem najstarszej w Polsce Szkoły Przetrwania „Vancroll” – rozmawia Mr. Quad.

Mr. Quad: Jakim osprzętem do quadów dziś dysponuje GOPR?

Peter van der Coghen: Trudno mi odpowiadać w imieniu innych grup, ale Grupa Jurajska jest przygotowana do akcji nawet w odległych rejonach, jako że dysponujemy lawetą produkcji „Moto-Styl”, przystosowaną do transportu dwóch quadów oraz przyczepki ratunkowej. Jej załadunek zajmuje ratownikom nie więcej jak dwie minuty i pozwala na natychmiastowy rozładunek po dotarciu na miejsce akcji. Obecnie dysponujemy trzema przyczepkami umożliwiającymi transportowanie noszy wraz z ciężko rannym.

MR. Q.: Czy jest jakiś system szkolenia kierowców?

P.v.d.C.: W Grupie Jurajskiej GOPR wymagana jest: akceptacja przez Szefa Służby Samochodowej, który bierze pod uwagę doświadczenie ratownicze chętnego a także jego sumienność, opanowanie i poszanowanie sprzętu. Osoby dopuszczone do służby patrolowo-ratunkowej na quadach muszą posiadać prawo jazdy a także przejść trzydniowy, czterdziestoośmiogodzinny kurs praktycznej jazdy w warunkach dziennych i nocnych, po piachu, skałach, lasach i bagniskach. Liczy się przede wszystkim wielka precyzja i umiejętność manewrowania w terenie skomplikowanym oraz doskonała znajomość terenu działania. Szkolenie to obejmuje również zapoznanie z zasadami obsługi codziennej i okresowej, koniecznej dla zachowania sprawności technicznej pojazdów. Tu nie może być bowiem sytuacji, że jest akcja ratunkowa... a sprzęt nie odpala. Z reguły kierowcami są ratownicy zawodowi, ale ochotnicy po przeszkoleniu także biorą udział w zmotoryzowanych patrolach, co pozwala im stale doskonalić się pod okiem bardziej doświadczonych kolegów. Patrolowanie w różnych warunkach pogodowych traktujemy jako stałe podnoszenie umiejętności w opanowaniu pojazdu, bo w czasie akcji, kiedy poziom adrenaliny znacznie się podnosi, nie ma już miejsca na zastanawianie się. Powinny włączyć się odruchy i wypracowana automatyka postępowania. Zero emocji, precyzja bezbłędnych działań. Nasza niepewność, błędy czy nierozważne działanie może spowodować tragedię. To nie są zawody sportowe, gdzie w końcu wszystko jest umowne. Tu w walce z czasem o życie człowieka, często decydują minuty i sekundy.

Mr. Q.: Czy quady zmieniły sposób prowadzenia akcji?

P.v.d.C.: Radykalnie! Dawniej, na przykład po przyjęciu zgłoszenia wypadku w szczytowej partii Rezerwatu Skalnego Góra Zborów, ratownicy wskakiwali do samochodu terenowego, następnie jechali jedyną terenową drogą wokół góry i po dotarciu do polany przedszczytowej, na której kończyła się droga, gnali dalej ścieżką pieszo, dźwigając na plecach nosze i plecaki medyczne. Zajmowało to około pół godziny, a teraz jadąc quadami na skróty lasem wśród skał, trzech ratowników z pełnym sprzętem reanimacyjnym i ortopedycznym znajduje się przy rannym w ciągu czterech minut! Proszę zauważyć, że oprócz czynnika czasowego jest inny jeszcze: oni docierają w to miejsce, siedząc na pojazdach, a nie biegnąc ze sprzętem, są więc znacznie mniej zmęczeni i mogą natychmiast przystąpić na przykład do forsownych zabiegów reanimacyjnych. Dalej, po umieszczeniu pacjenta w noszach, ta trójka już znacznie wolniej, ale też w czasie krótszym niż na piechotę, zwozi go bezpośrednio do karetki lub śmigłowca. Podczas tego transportu trzeci ratownik ma możliwość stałego kontrolowania stanu pacjenta: stojąc nad nim na przyczepce, może na przykład podawać mu tlen.

Mr. Q.: Wasze quady są wyposażone niczym „erka” w lampy ostrzegawcze i sygnały. Czy to nie przesada, przecież głównie jadą lasami?

P.v.d.C.: To nie takie proste. Na turystycznych szlakach mamy coraz więcej turystów zarówno pieszych jak i tych na rowerach górskich. Zdarzało się, że ratownicy pędzący do umierającego człowieka byli zatrzymywaniu przez oburzonych turystów, mylących ich z prywatnymi użytkownikami quadów, rajdujących po szlakach dla przyjemności. Dodam, że tych prywatnych quadów jest coraz więcej, a niestety zdarzają się kierowcy nieodpowiedzialni, którzy psują innym użytkownikom ATV opinię, czyniąc szkody rolnikom w lasach, na polach czy w żywym inwentarzu. Dlatego też dla odróżnienia czterokołowce ratownicze są na Jurze tak dokładnie oznakowane, że o pomyłce nie może być mowy.

Mr. Q.: Jak spisują się Hondy?

P.v.d.C.: Trzeba przyznać, że są to pojazdy bezawaryjne. Mamy już przejechane na nich po około trzy tysiące pięćset kilometrów i praktycznie nie mieliśmy żadnych kłopotów technicznych. Staramy się dbać o ich stan we własnym zakresie i dokonujemy regularnie czyszczenia bębnów hamulcowych. Czasami po wielokrotnym trawersowaniu musimy oczyszczać komorę filtra powietrza do której przedostaje się olej, a jego nadmiar powoduje kopcenie białym dymem z wydechu, ale to jedyna nadwrażliwość na użytkowanie quadów w terenie górskim. Mieliśmy też przejściowe kłopoty z elektryką, ale były one spowodowane zamontowanym przez nas dodatkowym obciążeniem nieprzewidzianym przez konstruktora. Czterokołowce są pojazdami całorocznymi, więc poruszamy się nimi także zimą, a od początku ich eksploatacji nie było jeszcze ani razu problemu z przebijaniem się przez zaspy. Natomiast warto zauważyć, że w terenie mikstowym: lód, kamienie, błoto – zachowują się znacznie lepiej od skuterów śnieżnych. Mają lepszą przyczepność i zachowują prawie pełną sterowność. Jedynym wrogiem quadów jest droga asfaltowa, jako że miękki opony o niskim ciśnieniu i terenowym bieżniku zużywają się w takich warunkach już po kilkudziesięciu kilometrach jazdy, tracąc jednocześnie swoje cechy terenowe. Efekt jest taki, jakby ktoś tarł gumką-myszką o papier ścierny. Moi ratownicy starają się z żelazną konsekwencją unikać jazdy po drogach asfaltowych i dlatego od początku użytkowania chcieliśmy mieć możliwość transportu pojazdów na lawecie. Została ona zaprojektowana i wykonana przez Pana Jacka Bujańskiego z Warszawy, a zakupił ją dla nas Związek Gmin Jurajskich i z tego co wiem, jesteśmy jedyną grupą GOPR dysponującą takim sprzętem.

Mr. Q.: Na ile quady spełniły pokładane w nich nadzieje, zanim weszły do służby?

P.v.d.C.: Trzeba przyznać, że znacznie przekroczyły to, co wcześniej zakładano. Początkowo wierzono tak naprawdę, że będą one dobrymi pojazdami patrolowymi. Po trzech latach eksploatacji można powiedzieć, że stały się one najbardziej specjalistycznymi karetkami mogącymi wydostać z ostępów leśnych zarówno rowerzystę z rozbitą głową, jak grzybiarza ukąszonego przez żmiję albo turystę z rozległym zawałem mięśnia sercowego. Jeśli dodamy rannych wspinaczy czy strażników zaczadzonych podczas pożaru lasów, wyłania się z tego spektrum zdarzeń często niedostępnych dla samochodów terenowych. Nie dość więc, że dojadą najdalej ze wszystkich pojazdów kołowych, dowożąc sprzęt i ratowników to zastępują pracę kilku ludzi potrzebnych do transportu pacjenta na noszach. Dodatkowo pojazdy te nie tracą nic ze swoich technicznych możliwości, dla których zostały skonstruowane. Można nimi wozić drewno na opał oraz piasek do budowy. Często używamy ich również do uprzątania drzew tarasujących szlaki turystyczne. Wydaje się, że założenia jakie stawiali sobie konstruktorzy pierwszych pojazdów tej kategorii mającej służyć do rekreacji oraz prac leśno-pasterskich, zostały niesamowicie rozszerzone poprzez zastosowanie w profesjonalnym ratownictwie górskim. Dziś już nie zamienilibyśmy naszych quadów nawet na najdroższy samochód terenowy, gdyby był taki wybór. Po prostu nie da się ich niczym zastąpić a stanowią doskonałe uzupełnienie parku samochodów terenowych. Sądzę, że są również przyszłością dla ratownictwa wodnego, szczególnie na terenach wydm nadmorskich jako błyskawiczny środek transportu. Kilka lat temu standard stanowił samochód terenowy, a dalej już tylko zdrowe nogi, czasem jeszcze śmigłowiec, ale ten nie może latać w każdych warunkach pogodowych. Natomiast tutaj przyszło nam z pomocą coś, co przypadkiem uzupełniło nasze możliwości pokonywania niedostępnego terenu. Mam też satysfakcję, że bez wzorowania się na innych krajach sami wpadliśmy na ideę takiego wykorzystania czterokołowców dla ratownictwa specjalistycznego. Dzięki tym maszynom uratowane zostało niejedno już życie. Z tego pomysłu naprawdę możemy być dumni.

Mr. Q.: Dziękuję za rozmowę i życzę jak najbardziej owocnego wykorzystania quadów w ratowaniu ludzkiego zdrowia.