ATV Polska
A A A

Alpes Quad Trophy 2006 - relacja

Marcin Konopka 19.03.2006
Kto by się spodziewał, że jubileuszowa impreza Alpes Quad Trophy, rozgrywana wcześniej 14 razy w alpejskich zimowych kurortach, zostanie rozegrana w Witowie pod Zakopanem.
Hotel Mercure przyzwyczajony na co dzień do goszczenia gwiazd tym razem zapełnił się sławami wyścigów i rajdów. Zjawili się tak znkomici zawodnicy jak znany z rajdu Paryż-Dakar Gregoire de Mevius, motocyklowy mistrz Didier de Radiguez, czy zwycięzca ubiegłorocznego rajdu Australii Francoise Duval. Na starcie pojawili się też nasi zawodnicy startujący w MP enduro i rajdach przeprawowych.


Zaplanowano dwa dni zawodów. Sceneria do rozegrania rywalizacji była wymarzona tylko ... po dwóch miesiącach mrozów w okolicach Zakopanego gwałtowne ocieplenie do +10 stopni zaskoczyło organizatorów. Trasa nie ubita zawczasu okazała się zbyt miękka dla quadów, nie pomagały nawet blokady napędów w pojazdach 4x4.
Już piątkowy wyścig zapowiadał kłopoty. Wiele pojazdów utknęło na trasie, wyścig został przerwany. W sobotę trasę próbowano ubijać ratrakiem, a tam gdzie nie było to możliwe, starano się cześć śniegu zepchnąć poza trasę. Ostatecznie organizator wycofał quady mające napęd tylko tylnej osi i po dwóch próbach startu zdecydowano się na znaczne skrócenie trasy do kilkuset metrów długości. Ruszyła karuzela. Jednak już po kilku okrążeniach koła powycinały tak głębokie koleiny, że wyprzedanie było możliwe tylko w jednym miejscu na trasie - na lodowym zakręcie przed metą. Sporo problemów sprawiały pułapki w postaci brył lodu schowanych pod śniegiem.
Zaraz po starcie na czele znalazł się team Duvala, naciskany początkowo przez zespół Artura Cecota, znanego z rajdów enduro. Od początku wyścigu po piętach Belgom deptał również Roman Eliasz na Kawasaki Brute Force 750. Jednak zbyt ryzykowna jazda kosztowała zespół naprawę zawieszenia i układu kierowniczego Kilka pojazdów zjechało do depo na wymiany kół, po tym jak ranty felg nie wytrzymały starcia z lodem,.
Od początku zespół Duvala jadący Yamahą Wolverine 450 radził sobie bardzo dobrze, ale został wyprzedzony przez jadący na Kawsaki zespół Bouvy/Vosse i to oni wygrali po czterech godzinach jazdy. Pech nie opuszczał polskich zespołów. Na kilka okrążeń przed metą, polsko-niemiecki zespół Bujański/Geiger (Kawsaki 750), jadący na czołowej pozycji, (bez zmiany od dwóch godzin), stracił na zakręcie transponder podczas rywalizacji. Tym samym nie zostały mu zaliczone pokonane okrążenia. Skończyło się na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej i pierwszym wśród polskich zespołów.
Szkoda, że organizatorzy nie zapanowali nad siłami natury, bo zawodnicy nie dysponujący napędem na cztery koła nie mogli walczyć na źle przygotowanej tarasie. Patrząc na zadowolonych z pobytu na Podhalu Belgów można mieć nadzieję, że wrócą tu za rok i po wykorzystaniu zdobytych doświadczeń znów gościć będziemy sławnych kierowców, a sami będziemy mieli szansę na ciekawą rywalizację na dobrze przygotowanej trasie.