ATV Polska
A A A

Dzicz Bieszczadzka - relacja

www.scigacz.pl 22.04.2008
Zjazdy na linach, podjazdy na wyciągach, palące się wyciągarki, rozmokłe gliniaste tereny, które do ich pokonania wymagały techniki, pomysłowości i doświadczenia...

Niezwykle malownicze i piękne tereny wokół miejscowości Tyrawa Solna przyciągnęły quadowców nie tylko swym niezwykłym krajobrazem, ale także rzuconym im wyzwaniem. Dzięki ogromnej pracy Łukasza Dawidowskiego, włożonej w organizację rajdu, jest szansa, że quady na stałe zagoszczą w bieszczadzkich terenach. Jednak nie byłoby to możliwe, gdyby nie uprzejmość i życzliwość mieszkańców Tyrawy Solnej, którzy wyrazili zgodę, by na ich prywatnych terenach odbyła się Dzicz Bieszczadzka.


Zasady

Miejscem starcia stał się wąwóz w kształcie litery „U", który rozciągał się wokół wsi Tyrawa Solna. Dla każdej z klas (Extreme i Adventure) przygotowano 30-kilometrowe trasy, zawierające po 15 prób, biegnące po zboczach wąwozu. Tak, jak na wielu innych tego typu imprezach, tak i w tej zawody zostały podzielone na dwa etapy: piątkowy - nocny oraz sobotni - dzienny, które różnił od siebie tylko kierunek przejazdu trasy. Czas, w jakim zawodnicy musieli pokonać zarówno nocny, jak i dzienny etap został wyznaczony na 7 godzin. W przypadku tego eventu konieczność stosowania kary minutowej za spóźnienie nie było konieczne. Wszyscy zawodnicy, których los uchronił od awarii pojazdu eliminującej ich z dalszej jazdy, dojechali do mety i nawet po doliczeniu kary za złamanie regulaminu (brak pieczątki, wyjazd poza taśmy itd.) zmieścili się w wyznaczonym czasie. Niestety nie wszystkim udało się ukończyć obydwa etapy, gdyż rajd okazał się wyjątkowo trudny. Ale o tym w dalszej części relacji.

Zawodnicy i kategorie

Jak już wcześniej wspomnieliśmy, uczestników rajdu podzielono na dwie klasy - Extreme oraz Adventure. Listy startowe zostały zamknięte już w połowie marca na 33 zawodnikach w klasie Extreme oraz 32 w klasie Adventure. Na starcie pojawiała się prawie cała czołówka polskiej sceny quadów przeprawowych. Niestety, w Dziczy Bieszczadzkiej nie wziął udziału Krzysztof „Krecik" Kretkiewicz, który po zwycięstwie w Mamry Challenge 2008 oraz Baja Saxonia 2008 zrezygnował ze startu na rzecz rodziny i regeneracji sił przed innymi quadowymi eventami. Zabrakło także Mirka Zezyka, który wraz z „Krecikiem" zwyciężył tegoroczne Mamry Challenge.

Zawody

Wielu zawodników, którzy zapisali się na Dzicz Bieszczadzką i trudność trasy oceniali na podstawie materiałów otrzymanych pocztą elektroniczną od organizatora, spodziewało się, że łatwo nie będzie. Ale to, co zobaczyli po przyjeździe do bazy, przekroczyło ich najśmielsze oczekiwania. Oczom ich ukazał się wąwóz głęboki na ok. 20m, z długimi podjazdami i bardzo trudnymi technicznie odcinkami trasy. Bez wyciągarek, uprzęży i długich lin alpinistycznych nie było mowy o jakichkolwiek szansach na zjazd do wąwozu, nie wspominając o przejeździe całej trasy.

Podobnie, jak w Kietlicach na przełomie lutego i marca, tak i w Tyrawie Solnej swoje trzy grosze musiała już tradycyjnie wtrącić pogoda. Na dwa dni przed rozpoczęciem rajdu i w czasie nocnego etapu padał deszcz, który spowodował całkowite rozmoknięcie terenu. Ponieważ ziemie bieszczadzkie składają się głównie z iłów i gliny, to ich nasiąknięcie wodą tworzy specyficzne błoto, po którym jest ciężko przejść nie tracąc obuwia. Zatem możemy się domyślać, że przejazd quadem ważącym ponad 200 kg nie był łatwym zadaniem. Błotnista breja całkowicie zalepiała bieżniki opon czterokołowców i w żaden sposób nie chciała się od niech odkleić. W wyniku tego opony wyglądem i zachowaniem przypominały bardziej slicki, niż „jodełki", czy „kostki".

Aby uniknąć korków na dojazdach do prób, organizator zdecydował, że zawodnicy będą startować co 10 minut, na przemian klasami. Jednak pomimo oddzielnych tras oraz różnicy 20 minut między startami zawodników w jednej kategorii, korków niestety nie udało się uniknąć. Przy tak trudnych warunkach pogodowych oraz trudnym, górskim terenie pokonanie 15 prób w ciągu 7 godzin stało się rzeczą niemożliwą. Zwycięzca Dziczy Bieszczadzkiej - Jacek Bujański wraz z kolegą z zespołu - Marcinem Lipskim w piątkowym etapie pokonali zaledwie 3 próby. Niestety na mecie stawili się bez trzeciego z „muszkieterów", czyli Marka Wróbla, który zakończył piątkowy rajd po awarii quada. „Jadąc podpięty do quada Marcina Lipskiego, nie zauważyłem rozciągniętej liny z wyciągarki Jacka, który jechał za mną. Lina ta wkręciła się w przednie koło mojego Suzuki Vinson 500 i urwała drążek kierowniczy. Musiałem zjechać poza taśmy i naprawić usterkę. W tym momencie chciałbym serdecznie podziękować pewnemu mieszkańcowi pobliskiej miejscowości, który wyrwany ze snu o godzinie 1:00 w nocy, zgodził się uruchomić spawarkę i pospawać uszkodzone elementy. Dzięki temu mogłem wystartować w sobotnim etapie i ukończyć zawody na IV miejscu..."- powiedział Marek „Markus" Wróbel

Niestety, jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia w nieszczęściu, co Markus. Wielu zawodników z obu klas w dziennym etapie po prostu nie wystartowało. Mimo, że w sobotę pogoda nie była już tak kapryśna, jak w dniu poprzednim, to mimo wszystko przejechanie całej trasy, nie omijając żadnej z prób było niemożliwe. Trawers (jazda wzdłuż zbocza) nachylony do podłoża pod kątem 60 stopni, o długości 70m pokonał tylko zwycięski team (Mr. Quad, Brylant i Markus). Zajęło im to dwie godziny, przez co w rezultacie do mety dowieźli 8 z 15 pieczątek.

Organizacja

Organizator i pomysłodawca imprezy - Łukasz Dawidowski po raz pierwszy organizował imprezę quadową w Bieszczadach na taką skalę. Ogromny osiągnięciem jest już sam fakt, iż udało mu się przekonać mieszkańców Tyrawy Solnej do udostępnienia swych gruntów pod rajd przeprawowy. Dlatego zasady trzymania się trasy i nie wjeżdżania w miejsca niedozwolone były przez zawodników bardzo mocno przestrzegane.

Po zakończeniu zawodów wszyscy uczestnicy i organizatorzy imprezy zasiedli do wspólnej biesiady, gdzie na spokojnie mogli porozmawiać o plusach i minusach raczkującej Dziczy Bieszczadzkiej. Ogólnie rajd został przez wszystkich uczestników odebrany bardzo pozytywnie. Przede wszystkim Łukasz zebrał pochwały za miejsce organizacji zawodów. Krajobraz Bieszczad niejednokrotnie rozpraszał skupienie zawodników i „zapraszał" ich do podziwiania pięknych widoków. Należą mu się również ogromne brawa za zorganizowanie profesjonalnej opieki medycznej w postaci ratowników GOPRu, którzy mając do dyspozycji quada z przyczepką mogli dojechać niemalże w każdy punkt trasy. Na szczęście nie mieli oni zbyt dużo pracy, gdyż nie wydarzył się żaden poważniejszy wypadek. Pochlebnie o rajdzie wyrażała się również tamtejsza Policja, która ani razu nie musiała interweniować. Nawet wcześniej wspomniani mieszkańcy Tyrawy Solnej przychodzili, by popatrzeć, co wyprawia się na ich gruntach. Widząc ubłoconych od stóp do głów ludzi na quadach, z uśmiechem na ustach zadawali zawodnikom pytania typu: „kto i ile wam za to płaci"?

Dzicz Bieszczadzka była bardzo trudna, ale tak na prawdę o to nam chodziło. Dostaliśmy ostro w kość, było błoto, było ślisko, było ciemno i przede wszystkim było bardzo przyjacielsko i integracyjnie. Poza tym mogłem sprawdzić swojego nowego Suzuki KingQuada 750, który jest zupełną nowością na polskim rynku. Zastanawiałem się, czy dokonałem odpowiedniego wyboru, ale po Dziczy Bieszczadzkiej wiem, że lepiej wybrać nie mogłem..." - powiedział Marcin „Brylant" Lipski

Oczywiście było kilka spraw, które w przyszłości muszą zostać poprawione i lepiej sprecyzowane, jak np. kwestia regulaminu, sędziowania, czy też braku cateringu w czasie trwania zawodów. Niektórzy zawodnicy klasy Adventure byli zaskoczeni poziomem trudności trasy, jaką dla nich przygotowano. Jednak ci, którzy ją ukończyli, z pewnością mogą być z siebie dumni.

Oto co o zawodach powiedział sam organizator:

„Rajd był trudny, ale nikt nie powiedział, że będzie lekko i te w przyszłości z pewnością nie będą łatwiejsze. Zawody z cyklu „Dzicz" będą kameralnymi imprezami, gdzie będą startować tylko najlepsi. Cieszę się, że Dzicz Bieszczadzka została pozytywnie odebrana przez zawodników. Jest kilka rzeczy do poprawy, ale do kolejnej tego typu imprezy, która odbędzie się już na jesieni tego roku, zostaną one z pewnością wyeliminowane..."


Dalsza relacja na [l=http://www.scigacz.pl/Dzicz,Bieszczadzka,%20relacja,5352.html] scigacz.pl [/l]


Patronat medialny nad imprezą sprawowało Polskie Stowarzyszenie Czterokołowców-ATV Polska