ATV Polska
A A A

Extreme Moto na Bemowie

www.motox.com.pl 24.05.2007
W weekend Lotnisko na Bemowie zgromadziło tłumy... Mieliśmy zobaczyć wspaniałe pokazy Freestyle Stuntu z udziałem Mistrza Europy- Chrisa Pfeiffera; wysokie skoki Freestyle Motocrossowe dwóch naszych extremalnych Polaków- Bartka Ogłazy i Darka Kłopota, jak i wschodzącej, czeskiej gwiazdy FMX- Petra Pilata oraz pokazy quadów. To miały być dwa dni pełne atrakcji... w istocie były!!


Po dość ponurym tygodniu, pogoda postanowiło obdarzyć imprezę Extreme Moto dużą dawką słońca, ku radości organizatorów. Już dojeżdżając na miejsce, z daleka w oczy rzucały się namioty znanych w świecie moto firm. Przede wszystkim jednak na pierwszy plan wyłaniała się olbrzymia, 1,5 tonowa góra ziemi, stanowiąca lądowisko do pokazów FMX. Usypywano ją i przystosowywano już od piątku. Niemal przez cały czas można było śledzić wyczyny na ścigaczach. Absolutną furorę robił gość specjalny – Chris Pfeiffer. Co ten facet potrafi zrobić ze swoją białą BM-ką,to jest po prostu nie-sa-mo-wi-te!! Obroty wokół własnej osi, czy to na przednim, czy to na tylnym kole; perfekcyjnie wymierzone hamowania, zatrzymujące go o milimetry od dziennikarzy i komentatorów; skoki po podeście scenicznym, czy chociażby wskakiwanie na bak z poprzedniej akrobatycznej figury, bez dotykania ziemi. Chris obchodził się ze swoim motorem jak z lekkim rowerkiem dla dzieci. Wszystko w jego wykonaniu wyglądało na proste, przyjemne i przynoszące masę radości. Tyle o ile przed jego występem publiczność nie była jeszcze rozgrzana, tak po jego pierwszych trikach, wszyscy szaleli w gorączce o nazwie „Chris Pfeiffer”. Ten 37 letni Niemiec tryska nie tylko energią, ale i profesjonalizmem. Widać to zarówno po umiejętnościach, jak i po aparycji. Nie każdy potrafi wciągać publiczność w swoją „grę” i pozostawać z nią w ciągłym kontakcie. Będąc w swoim żywiole, dawał jednocześnie odczuć ludziom, że robi to dla nich. Zaczepiał ich i media, współpracował z kamerami. Był za to tym bardziej entuzjastycznie, nieustannie dopingowany. On nakręcał ich, a oni jego i tak oto rozkwitło prawdziwe, bardzo dynamiczne show. Każdy z jego trzech pokazów był coraz lepszy, gorętszy i barwniejszy o nowe emocje. Dodatkowo atmosferę podsycał fakt, że dokładnie na ową sobotę, jego żona miała wyznaczony termin porodu i do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy uda się zrealizować pełen, zaplanowany program pokazów. Nie trzeba chyba mówić, że oczywistością jest, iż ważniejsza jest obecność przy narodzinach swojego dziecka niż jazda na motorze. Na szczęście niczego nie trzeba było odwoływać. Chrisowi tak dobrze się jeździło, że nawet przedłużył swój ostatni pokaz aż o 25 minut !! Występ w Polsce był jego marzeniem.
Czas przeskoczyć do tematyki Freestyle Motocrossowej... Świetnie przygotowany tor i zeskok sprawiły, że już na treningach młody, niespełna 16-letni Czech Petr Pilat zaczął wykonywać serię „backflipów” (salt w tył) wprawiając zebrane tłumy w totalne osłupienie. Petr jest bezkonkurencyjny. Z racji niepełnoletności, jeszcze nie może startować w mistrzostwach świata, ale bierze udział we wszystkich możliwych pokazach FMX, a czasem skacze jako gość na zawodach. Kiedy miał 14 lat, zapisał się do historii jako najmłodszy rider, który wykonał publicznie „backflipa”. Ten chłopak już zapracował sobie na uznanie największych gwiazd FMXu. Oni sami nie ukrywają podziwu dla jego jazdy i obawiają się rosnącej konkurencji. To nie podlega wątpliwości, że gdy tylko Petr pojawi się jako zawodowiec na mistrzostwach, znajdzie się w samej czołówce. Chłopak ma niebywały talent i aktualnie można mówić o nim jako o gwieździe Freestylu.
Bartek Ogłaza rekompensując brak salta w tył, skakał całą gamę najróżniejszych trików. Jest na prawdę w świetnej formie i jego jazda budzi respekt. Darek Kłopot pierwszego dnia, lekko onieśmielony przez liczną publiczność pokazywał głównie „dead sailory”, czyli zwykłe skoki bez tricków. Jednak w niedzielę, dał się ponieść dopingowi zebranych ludzi i poszedł w ślady Petra Pilata, skacząc backflipa za backflipem... Wszyscy oniemieli z wrażenia! Darek ma w sobie duży potencjał do skoków. Miejmy nadzieję, że hamująca go dotychczas bariera psychiczna występów przed tłumem widzów, odejdzie w niepamięć i uwolni jego pełne możliwości. Poza tym wszystkim bardzo sympatyczny i wyluzowany z niego facet, który skacze dla siebie, dla dobrej zabawy, a nie dla wyników. I oto chodzi we Freestylu!!
Przechodząc do Stuntu... Wszyscy stunterzy walczyli o Puchar Streetfighter w Kryterium Polski Streetbike Freestyle. Bardzo poważnie wyglądający upadek zaliczył Rosjanin z Kaliningradu-Maximoto. Spadł z motocykla, który po wykonaniu salta w przód, skończył na Maxie. W szpitalu okazało się, że nie ma żadnych obrażeń i Rosjanin wrócił na bemowo dopingować swoich kolegów. Na kolejne nerwowe chwile naraził publiczność niejaki Winiu, który również zaliczył podobny upadek co poprzednik. Całe szczęście w ostatniej chwili tuż przed opadnięciem motoru, zachował zimną krew, zdążył przekręcić się na bok i uniknął przygniecenia. Niezwykłe przygody miał również słynny Raptowny, który wprawdzie zajął trzecie miejsce ustępując wspaniale jeżdżącemu AC Śledziowi i Cyganowi, ale za to wykonał niezłe show. Od początku, niczym z prędkością światła, tracił powietrze w tylnej oponie. Nieustannie musiał zjeżdżać do bramki, by mu ją dopompowywano. W końcu doszło do wypadku. Ale i tym razem zawodnik wyszedł bez szwanku, wstał o własnych siłach i... „zemścił” się na swojej maszynie. Silnik Hondy CBR 929 RR eksplodował, rozrzucając w okół strugi płonącego paliwa. W ostatnim momencie Raptowny zabrał nogę z silnika inaczej Bóg jeden wie, co by z niej zostało. Oczywiście nie obyło się bez poranionej ręki i barku. Po owych pełnych niebezpiecznych momentów zawodach stuntu, władze Stowarzyszenia Streetfighter zapowiedziały, że od kolejnej rundy Pucharu Streetfighter zostaną zaostrzone przepisy dotyczące bezpieczeństwa zawodników. Nie będą mogli już występować bez ochraniaczy na kręgosłup, łokcie i kolana, a tym bardziej bez kasku na głowę, co również można było zaobserwować podczas minionego weekendu. Jak sami mogliśmy się przekonać, jednak było to igraniem z losem. Co jeszcze zwróciło nasza uwagę, to niebywale wyższy poziom wobec tego co prezentowano w zeszłym roku. Widać, ze zawodnicy nie próżnowali i zdecydowanie podnieśli swoje umiejętności i jakość wykonywanych wyczynów.
Poza tym mogliśmy oglądać extremalną jazdę na quadach w wykonaniu Marcina Grochowskiego- V-ce Mistrza Polski Pucharu PZM Supermoto Quadów, zbiorowe palenie gumy ścigaczy oraz prezentację nowego modelu Suzuki B-King'a. Wystawca doskonale wiedział co robi, wyznaczając premierę nowego modelu właśnie na Extreme Moto. To właśnie tu zebrały się całe tłumy potencjalnych nabywców. Podczas obu dni trwania pokazów, przyszło je obejrzeć łącznie około 12000 ludzi!! Pierwszy raz impreza tego typu zgromadziła nie tylko fanów motocyklowych sportów extremalnych, ale także fanów wszelkich typów motocykli, a nawet czterech kółek. Na bemowo zajrzeli też rodzice z dziećmi, czy też ludzie po prostu ciekawi zapowiadanych w mediach atrakcji. Mało tego, zjechali się nie tylko Warszawiacy, ale zainteresowani w zasadzie z całej Polski!! Nawet z tak odległych miejscowości jak Smętowo w woj. Pomorskim...!!
Na powtórkę imprezy nie może się już doczekać cała masa ludzi, wciąż pozostających pod olbrzymim wrażeniem minionego już niestety Extreme Moto. Byle do następnego roku.

Relacje przygotowała: Zuzanna Błasiak (MotoX.com.pl)