ATV Polska
A A A

I Rajd Enduro i V Wielki Podjazd o Puchar PS BIKES

Maciej Musiał "Off Road Pl" 13.05.2002
Wielki Podjazd - dobrze znana w środowisku motocyklowym impreza, której piąta edycja odbyła się w dniach 27-28 października 2001 w Szczawnicy, tym razem przerodziła się w dwudniowe spotkanie: w sobotę zawodnicy startujący na motocyklach i ATV-ach wyruszali na trasę Pierwszego Rajdu Enduro o Puchar PS BIKES, zaś w niedzielę rywalizowali na Wielkim Podjeździe.

W pierwszym dniu zawodów zadaniem uczestników był przejazd dwunastokilometrową, górską pętlą. O końcowym wyniku rywalizacji decydowała liczba okrążeń, jaką zawodnikom udało się pokonać w ciągu trzech godzin. Nikt ze startujących z pewnością nie mógł narzekać na monotonność trasy. Praktycznie jedynym momentem, gdy nie jechało się pod górę lub z góry, był trzystumetrowy odcinek dojazdowy do linii „Start-Meta”. Poza tym przez cały czas bądź to wspinano się, bądź zjeżdżano wijącymi się, leśnymi dróżkami, ścieżkami oraz wąwozami. Teren z pewnością nie należał do łatwych. Część zawodników, po każdym okrążeniu zjawiała się na coraz bardziej sponiewieranych maszynach.
Ostatecznie w końcowej klasyfikacji rajdu zwyciężył Szymon Dębicki, a następne miejsca zajęli: Jan Kunda i Tomasz Nowak.

Wszyscy zawodnicy, z którymi udało mi się porozmawiać, chwalili organizatorów za ciekawą trasę i sprawne przygotowanie imprezy. Nie obyło się jednak i bez drobnych potknięć. Cóż, ktoś mądry kiedyś powiedział: „Błędów nie popełniają tylko ci, którzy nic nie robią”, tak więc jestem przekonany, że z tych niedociągnięć zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski na przyszłość i kolejne rajdy będą przebiegały jeszcze sprawniej.
Drugiego dnia walka przeniosła się na stok góry. Tym razem zadanie dla startujących brzmiało bardzo prosto: mieli oni wyjechać możliwie jak najwyżej. Dla śmiałków, którzy odważyli się stanąć w szranki ze stromizną, organizator przygotował niespodziankę, zapewniając sobie wcześniej przychylność sił wyższych. Siły te, pod postacią wozu strażackiego z wężem, sikawką i profesjonalną obsługą, w niedzielę rano znacząco wpłynęły na konsystencję podłoża stoku, która miała zagwarantować, że widowisko stanie się maksymalnie efektowne.
Motocykle miały do dyspozycji całą długość stoku, czyli trzysta siedemdziesiąt metrów, dla quadów ze względów bezpieczeństwa metę przeniesiono na sto sześćdziesiąty metr trasy, gdzie nachylenie stoku nie było jeszcze tak duże. Jak się później miało okazać, była to bardzo słuszna decyzja. Mianowicie podczas drugiego przejazdu czterokołowców, Jan Dziura Bartkiewicz nie zdołał zapanować nad pojazdem, który samodzielnie podjął decyzję, iż ma już absolutnie dosyć wszelkich wspinaczek i rozpoczął w zupełnie niekontrolowany sposób przemieszczać się w dół ruchem jednostajnie skokowo przyśpieszonym. Na szczęście obyło się bez strat w ludziach, na rzecz strat finansowych. Po tej przygodzie organizatorzy postanowili zakończyć rywalizację, klasyfikując pojazdy ATV według wyniku będącego rezultatem pierwszego przejazdu. Przyznać jednak należy, że gdyby nie taka forma klasyfikacji końcowej, pan Bartkiewicz miałby duże szanse zwyciężyć, gdyż do momentu rozstania ze swoim Polarisem osiągnął najlepszy wynik w swojej klasie (200 metrów).
Ostatecznie pierwsze miejsce na podium zajął Teofil Więcławek, który dojechał na 155. metr, wyprzedzając tym samym Jana Dziurę Bartkiewicza (150 m) i Mariusza Ancerowicza (95 m).