ATV Polska
A A A

Mamry Challenge 2009 - prawdziwie zimowa przeprawa

scigacz.pl 27.02.2009
Wąwozy, strome i oblodzone trawersy, lodowata woda, powalone drzewa, zamarzające błoto i malownicze tereny mazurskich jezior przystrojone grubą warstwą śniegu, czyli Mamry Challenge!

W ubiegły weekend już po raz ósmy fanatycy quadowych przepraw zgromadzili się w miejscowości Kietlice nad jeziorem Mamry, by dopełnić tradycji i rozpocząć sezon przeprawowy rajdem Mamry Challenge. W tym roku głównym organizatorem imprezy była firma Free&Fun Motors, a patronowali jej Polskie Stowarzyszenie Czterokołowców ATV Polska oraz portal Ścigacz.pl. Pomimo, że mazurskie zawody wyjątkowo nie były pierwszym rajdem w tym sezonie, to jednak dla wielu osób były, są i będą imprezą inauguracyjną. W tym roku do zajazdu Stanica Wodna Kietlice przyjechało ponad 40 zawodników z różnych zakątków Polski, wśród których znalazły się również dwie kobiety.

No to w teren!


Start zawodników, jak w przypadku wszystkich rajdów przeprawowych, poprzedziła kilkunastominutowa odprawa, na której główny organizator imprezy z ramienia firmy Free & Fun Motors - Tomek Górnicki wyjaśnił regulamin i zasady zawodów. W nocnym etapie, który rozpoczęto o godzinie 20:00, zawodnicy klasy Extreme mieli przed sobą do pokonania w ciągu czterech godzin trzy odcinki specjalne. W tym samym czasie, przed osobami startującymi w klasie Fun postawiono dwie próby. Pierwszym odcinkiem specjalnym, na który udało nam się dotrzeć tego dnia, był niewielki wąwóz porośnięty krzakami, przez który przeprawiali się fanowcy. O ile wjazd do wąwozu i przejazd przez niego nie sprawił żadnego problemu, o tyle wyjazd okazał się dla niektórych wyjątkowo trudny. Gruba warstwa śniegu oraz spory mróz, który zmroził zbocze trawersu, bardzo skutecznie utrudniały zawodnikom pokonanie przeszkody. Koła nie miały praktycznie żadnej przyczepności, a lin wyciągarek nie było do czego podczepić. Jedynym rozsądnym pomysłem na wyjście z tej opresji było wypchanie quada pod górę.

Następnym miejscem, w jakie udaliśmy się, by podziwiać zawodników walczących z mazurskimi terenami był O.S. klasy Extreme o nazwie „drzewa". Główną atrakcją tej próby było powalone drzewo o pniu ponad metrowej grubości, przez które trzeba było przeprawić quada górą. Przyzwyczajeni do takich zadań Jarek Małkus i Marcin Lipski szybko i sprawnie poradzili sobie z pokonaniem tej, jak i pozostałych dwóch prób, dzięki czemu z najlepszym wynikiem tego wieczoru wrócili do bazy jeszcze przed godziną 23:00. My natomiast udaliśmy się na ostatni O.S., gdzie walczyła klasa Extreme. Był nim kolejny, ale znacznie głębszy i trudniejszy do pokonania wąwóz. W nim toczyła się bitwa głównie na szybkość wyciągarek, bo jedynie wykorzystanie tego elementu wyposażenia dodatkowego quada umożliwiało pokonanie tej próby.

Sobotni poranek przywitał nas mgłą i siarczystym mrozem, który unieruchomił część quadów. Nie chodzi tu jednak o silniki pojazdów, lecz o błoto, które przymarzło do kół i przegubów. Krótko mówiąc - bez młotka nie podchodź. Jeszcze przed wyjazdem zawodników do dziennego etapu, zza chmur wyszło słońce, które świeciło przez cały dzień podkreślając piękno prawdziwej, mazurskiej zimy. Rajdowcy, najczęściej z klasy Fun, wielokrotnie zatrzymywali się tylko po to, by podziwiać krajobraz lasów i skutych lodem jezior, który rozciągał się po horyzont. Dla nich był to idealny dzień i miejsce na tego typu rajd. Jechali rozluźnieni, bez jakiegokolwiek stresu, czy też ciśnienia zdobycia wysokiej lokaty. Nawigując za pomocą roadbooków oraz wgranych do GPSów tracków szukali miejsc widokowych oznaczonych zdjęciami oraz grafów, które musieli przerysować do swoich kart drogowych. Odcinki specjalne były dla nich jedynie miłym uzupełnieniem dziennego etapu, którego koniec nastąpił o godzinie 19:00.

Zawodnicy z klasy Extreme mieli mniej czasu, a tak na prawdę nie mieli go w ogóle, na postoje i zachwycanie się krajobrazami. Nie oznacza to jednak, że tego nie robili. Czekało na nich pięć wymagających i trudnych prób, które rozmieszczono wokół jeziora Mamry. Bardzo widowiskowym OSem był kolejny wąwóz, w którym tym razem głównym zadaniem nie było wjechanie i wyjechanie z niego, lecz pokonanie płynącej w jego dole rzeczki. Zawodnicy kilkukrotnie musieli przeprawiać się z jednego brzegu na drugi. Tu niestety nie obyło się bez ofiar, na szczęście jedynie w sprzęcie. 10-osobowa i nierozłączna grupa zgranych quadowców musiała zakończyć swój udział w Free&Fun ATV Polska Mamry Challenge 2009 z powodu całkowitego zatopienia dwóch quadów, awarii wyciągarek w trzech innych czterokołowcach i zalaniu przekładni w kolejnych dwóch maszynach. Drużyny, które bez podobnych przygód pokonały wodną przeprawę, ruszyły na znany z lat ubiegłych O.S. „śluza". W roku ubiegłym, z racji bardziej wiosennej, niż zimowej aury i obfitych opadów deszczu zawodnicy zmuszeni byli transportować quady na linach. Teraz bez najmniejszych obaw przed utopieniem quada, można było przejechać śluzę na kołach, a największym problemem było wciągnięcie się na szczyt trawersu.

Ostatnim odcinkiem specjalnym, którego pokonanie, a dokładniej próbę pokonania przez offroadowców, udało nam się obejrzeć to niepozorna rzeczka. Wysoki poziom wody, niska temperatura i przede wszystkim bardzo mała ilość czasu, jaka pozostała do zamknięcia trasy całego rajdu zniechęciła czwórkę najwytrwalszych i najtwardszych zawodników. Nie mniej jednak Jacek i Patryk Torba oraz Arek i Radek Lindner zasłużyli na ogromne brawa i wyrazy szacunku, bo jako jedyni odważyli się przystąpić do tej próby. Warto też nadmienić, iż był to jedyny odcinek specjalny w historii rajdu, który nie został przez nikogo pokonany. Po zamknięciu trasy organizatorzy przystąpili do podliczania punktacji, a zawodnicy rozpoczęli biesiadę.

Czytaj i oglądaj (sic!) więcej na [l=http://www.scigacz.pl/Mamry,Challenge,2009,prawdziwie,zimowa,przeprawa,8585.html] scigacz.pl[/l].

Przeczytaj relacje z rajdu na [l=http://www.atvpolska.pl/forum/viewtopic.php?t=17775] Forum ATV Polska [/l].