ATV Polska
A A A

Nasi bohaterowie Dakaru 2009 wrócili do Polski! Zobaczcie jakie powitanie przygotowali dla nich kibice

scigacz.pl 21.01.2009
Wczoraj o godzinie 19:00 na płycie warszawskiego lotniska Okęcie wylądował samolot z motocyklistami Orlen Teamu oraz naszym jedynym quadowcem i brązowym medalistą Dakaru 2009, Rafałem Sonikiem. Trzy godziny później w stolicy był również Krzysztof Jarmuż, któremu rewelacyjna 22. pozycja w klasyfikacji generalnej zapewniła 3. miejsce wśród 70 debiutantów. W hali przylotów na naszych bohaterów czekały rodziny, przyjaciele, media oraz licznie zgromadzeni kibice, którzy przywitali swoich idoli transparentami, gromkimi brawami oraz okrzykami „Dziękujemy!". Chwilę później wszyscy zawodnicy zostali oblężeni przez tłumy dziennikarzy. Z naszymi dakarowcami udało się porozmawiać również nam. Oto, co powiedzieli.



Jakub Przygoński: Nigdy w życiu nie widziałem takiej ilości kibiców. Tłumy ludzi były po prostu wszędzie, co uważam za duży sukces rajdu... Przede wszystkim chciałem ukończyć te zawody. Znając zawodników i wiedząc, jak jeżdżą, plasowałem się na miejscu w pierwszej trzydziestce. Dzięki ogromnej wiedzy, jaką przekazali mi Jacek Czachor i Marek Dąbrowski wiedziałem, jak należy jechać szybko, bezpiecznie i nie pogubić trasy. Rozmawiałem z wieloma zawodnikami i na prawdę nikt nie dostał tak dużej ilości informacji, i nikt tak szybko nie nauczył się jeździć, jak ja. Wszyscy w Dakarze traktowali swoich młodszych kolegów jak konkurencję. Jacek wraz z Markiem podeszli do mnie po przyjacielsku. Za tą należą się dla nich ogromne podziękowania i im zawdzięczam moje tempo oraz sukces, który odniosłem.

Jacek Czachor: Lepiej, że rajd odbywa się w Ameryce Południowej, niż w ogóle miałby się nie odbyć. Jednak wolę specyfikację rajdu w Afryce. Bardziej odpowiada mi samotna jazda i mniejsza liczba kibiców, bo to co się tam działo, przechodziło ludzkie pojęcie. To bardzo fajne, ale gdy dojeżdża się do biwaku i przez ostatnie pięć kilometrów kibice klepią cię po plecach i wyrywają z rąk kierownicę, to jest straszna rzecz... Dla mnie to nie był Dakar, taki jaki był kiedyś, lecz rajd długodystansowy i czuję się jakbym wrócił z mistrzostw świata. W Ameryce Południowej kultura jest bardzo podobna jak w Europie, natomiast w Afryce jest zupełnie inaczej i bardzo bym chciał przeżyć jeszcze to, co kiedyś.

Rafał Sonik: Wyniki, które uzyskaliśmy są największym dotychczasowym osiągnięciem Polaków w Rajdzie Dakar. Ja się czuję o tyle niezręcznie, że można o mnie powiedzieć, iż spiłem śmietanę. Pojechałem po raz pierwszy na Dakar i korzystając z doświadczenia chłopaków, wjechałem na podium. Nie chciałbym stworzyć takiego wrażenia. Pracowałem na to, ale mam poczucie szczęścia, jakie mnie spotkało i wiem, że jak to każde szczęście jest może częściowo niezasłużone. Zasłużyłem tylko tym, że przyjeżdżając na koniec któregoś etapu Jacek Czachor poklepał mnie po plecach i powiedział „nie sądziłem, że będziesz tego dnia". Po kilku kolejnych dniach usłyszałem „teraz już wiemy, że jesteś Dakarowcem i dasz sobie radę". To jest moje jedyne uprawnienie, by cieszyć się z mojego sukcesu. Osiągnąłem go dzięki wiedzy kolegów, własnego rozsądku, rozwagi oraz umiejętności podejmowania właściwych decyzji. Nie zakładałem sobie miejsca, na którym chciałbym przyjechać. Moim jedynym założeniem było jechać tak, aby dojechać. Rezultat jest taki, jaki jest.

Krzysztof Jarmuż: Przed startem zawodów najważniejsze dla mnie było, by ukończyć rajd bez większych przygód, bez większych problemów, na jak najlepszej pozycji. Bylem przygotowany na to, że będziemy podróżować przez wiele godzin, że będą ciężkie odcinki pustynne, że będzie dużo kamieni. Liczyłem na pozycję w okolicach miejsca 40. Udało mi się ukończyć rajd na 22. lokacie, co jest dla mnie największym zaskoczeniem i jestem bardzo zadowolony. W przyszłym roku z pewnością będę się starał poprawić mój wynik i marzę o pierwszej dziesiątce.

Źródło [l=http://www.scigacz.pl/Uczestnicy,rajdu,Dakar,wrocili,do,kraju,8247.html]scigacz.pl[/l]