ATV Polska
A A A

Pogoń ...za lisem

Marcin Kwiatkowski (mesel) 07.11.2006
Przed twoimi oczami przesuwają się niewyraźne kształty. Mimo że nie potrafisz ich dokładnie określić, podświadomie czujesz że są piękne. Otaczają cię ze wszystkich stron , wirują migają i w niewyjaśniony sposób magicznie przyciągają. Są w najpiękniejszych kolorach świata i w swojej nicości nie potrafiłbyś ich nawet nazwać.
Jest ci bardzo ciepło i przyjemnie. Czujesz się lekki i mocny. Masz wrażenie, że spełniają się twoje marzenia z dzieciństwa.....ale zaraz zaraz, coś jak świder wbijający się w granitową skałę z ogromnych hukiem próbuje zniszczyć to piękne i błogie odczucie. Zastanawiasz się jak to możliwe , że tak potworny stwór pulsujący jak potworny ból głowy ze swoim pip.....pip.....pip w tym rytmicznym zabójczym tańcu znalazł się w twoim cudownym świecie. To niemożliwe.....A jednak.....


Z trudem otwierasz oczy i nie możesz dać wiary że to budzik , że to wszystko czego doświadczyłeś to tylko sen, wspaniały sen. Nie potrafisz się oprzeć wrażeniu że dopiero co się kładłeś , że dopiero co zamknąłeś oczy. Prawda jest bolesna. Z premedytacją zaprogramowałeś tego elektronicznego terrorystę na 6:00 rano. Siedzisz na brzegu łóżka. Głowę opierasz na rękach wspartych o kolana i ogromną siłą woli próbujesz szeroko otworzyć sklejone powieki. Przecież dzisiaj jest niedziela więc po jaką cholerę wstajesz w środku nocy. Psychika walczy z wszelkimi racjonalnymi wytłumaczeniami. Na siłę starasz się przypomnieć sobie czemu w ten dzień kiedy powinieneś się wyspać po ciężkim tygodniu w pracy wstajesz skoro świt.
......Chwila zastanowienia , zebrania faktów i ....... jest , no tak przecież dzisiaj jest pogoń za lisem. Już wiesz , już czujesz , już się obudziłeś. Tak jest .....zaraz , zaraz tylko czemu za oknem jest tak jasno ? Zaspałeś , nie przestawiłeś czasu na zimowy.
Nurtowany tymi myślami podbiegasz do okna , rozchylasz firankę i już wszystko wiesz. Entuzjazm nagle mija , emocje opadają. Odpowiedź jest prosta – całą noc sypał gęsty śnieg , ulubieniec naszych drogowców. Przez chwilę w momencie zwątpienia zastanawiasz się czy jest sens jechać żeby marznąć i przemoknąć do suchej nitki. Decyzja nie może być inna – jedziesz. Przecież jesteś istotą , która ma zamiast krwi benzynę. Rywalizację i miłość do pojazdów mechanicznych masz w genach a przede wszystkim w sercu. Po za tym przypominasz sobie że masz nówki spodnie i super buty , które dostałeś od swojej niesamowitej rodzinki na urodziny.
Jako że prowadzisz zdrowy tryb życia papieroska popijasz gorącą kawką co choć trochę przyspiesza działanie twojego mózgu. Ubierasz się szybciutko , dajesz buziaka smacznie śpiącej żonce i kochanemu urwisowi i po cichutku wychodzisz z domu. Nie martwisz się czy wszystko spakowałeś bo jak zwykle byłeś przygotowany już wieczorem. Koszulka na zmianę , buty , skarpetki enduro i zwykłe , dwie pary rękawiczek , kask , gogle , dwie bluzy i parę drobnych przedmiotów. Wychodzisz z klatki i dopada cię negatywny aspekt padającego śniegu. Na samochodzie gruba warstwa białego puchu. No i niby czym masz to usunąć jak całe zimowe oprzyrządowanie leży w garażu. Szkoda czasu..... wyjmujesz opakowanie od trójkąta ostrzegawczego i po trzech minutkach masz autko jak ta lala. Po drodze w umówione miejsce spotkania wpadasz na stację zrobić szybciutkie zapasy tzn. kontynuując watek zdrowego trybu życia zakupujesz papierosy ( nie może zabraknąć ) , dwa batoniki ( przecież nie można palić na pusty żołądek ) i dwa napoje energetyczne znanego producenta.
Dojeżdżasz do Kuby w Wawrze a on już podwórko odśnieżył. Bus spakowany. Pojazdy na pace. Dopakowujesz ciuchy , bańki z benzyną , klucze. Dojeżdża Jarek , który ma zamiar zrobić dużo zdjęć i punktualnie o 7:30 siedzicie we trzech w kabinie Transita , który dzielnie mknie w stronę Wyszogrodu po drodze , która nie zawsze jest wolna od śniegu i lodu.
Trasa mija szybko i przyjemnie choć w miarę zwiększania się intensywności opadów deszczu coraz bliżej jesteś decyzji że jednak ten dzień powinieneś spędzić w ciepłym domku z rodzinką. Nie byłbyś sobą jakbyś nie pojechał. Tyle przecież czekałeś na pogoń , tyle problemów z klockami do SYM-a. Wszystko udało się pozytywnie załatwić, dopiero ostatniego dnia, ale się udało.
Nie macie żadnego problemu z dojazdem do bazy imprezy, ponieważ trasa była dobrze oznakowana i po pokonaniu kilometrowego odcinka błotnistej , szutrowej drogi, gdzie nawet Transit lata bokami, zza zakrętu wyłaniają się busy serwisowe i osobówki z przyczepami.

Budy Iłowskie witają was intensywnie padającym deszczem i przeraźliwym zimnem. Okolica piękna,choć wyłaniające się zza porannej mgły czubki sosen przywołują obrazy z ulubionych horrorów. Kierujecie się do knajpki , która zwie się „Swojska Chata”, przez której okna jesteś w stanie zobaczyć krzątające się niewyraźne postacie. W środku miła , rzeczywiście swojska atmosfera. Ogromny kominek w centralnym środku dużej sali otoczony z trzech stron długimi ławami a z czwartej barem umiejscowionym na podwyższeniu. Wykończenie w wiejskim stylu z dużą ilością drewna i odpowiednio dobranych gadżetów. Zapisujesz się na listę zgłoszeń i odbierasz kartę drogową. Pamiętasz o tym, żeby ją dobrze i pewnie schować, bo ma tendencje do gubienia się w najmniej oczekiwanych momentach. Czytasz ciekawą instrukcję użytkowania lisa dostarczoną przez organizatora : [i]
"Za chwilę wyruszycie na trasę, która liczy trzydzieści kilka kilometrów. Ile dokładnie, to nie jest istotne, gdyż wielu z Was przejedzie ponad setkę ... .
Trasa jest wyznaczona śladami Lisa - znakami uczynionymi farbą. Jej kolor zostanie ujawniony tuż przed startem, na odprawie Myśliwych.
Znaki, a są to zwykłe "maźnięcia" pędzlem, mogą być w różnych miejscach. Na ziemi, na drzewach, słupach, płotach. Możecie ich szukać nisko, wysoko lub bardzo wysoko, jednym słowem wszędzie. Zasada jest prosta - gdy widzicie znak to znaczy, że jechaliście dobrą drogą, a za znakiem trasa może prowadzić wprost, w lewo lub w prawo, ewentualnie na skos, czyli tam, gdzie odnajdziecie następny znak.
Na trasie Lis umieścił Punkty Kontroli Przejazdu oznaczonych żółtymi chorągiewkami ich ilość poznacie przed startem. Musicie je odnaleźć.
Tajni emisariusze Lisa będą stemplować Karty Drogowe, które otrzymaliście przy zapisie. Kto nie odnajdzie wszystkich PKP, będzie sklasyfikowany w Pogoni, lecz za tymi, którzy wyszukali ich więcej. Uczestnicy - szczęśliwcy, którzy odnaleźli wszystkie PKP, będą klasyfikowani w kolejności wetknięcia Kart Drogowych do łapy Lisa oczekującego na mecie.
Na trasie czeka Was wiele niespodzianek. A to błoto, a to piach, czasem śliska trawa i mokre liście. Nie starajcie się więc utrudniać sobie zabawy, rozjeżdżając siebie nawzajem.
Oszczędźcie tego samego spokojnej ludności, psom, kurom, płotom i innym przedmiotom trwałym i ruchomym. Spokojnie !!!!!!!!!!!!!!!!!! W pogoni za Lisem nie wygrywa najszybszy lecz najuważniejszy.
Kiedy już będziecie na mecie, brudni, ubłoceni, mokrzy i zmarznięci - pamiętajcie, że samiście tego chcieli ! A organizatorzy Wam w tym z przyjemnością dopomogli ... [/i]
Lis' 2006 TOMASZ KĘDZIOR

Krótka wymiana zdań z kolegami i nieznajomymi pochylonymi nad talerzami z jajecznicą i kubkami z kawą i lecisz do busa. Pora się wypakować i przebrać. Deszcz jest uparty i nie ma zamiaru odpuścić. Sym i Kymco czyściutkie i ustawione obok siebie prezentują się dumnie choć żółtaczka ( sym ) wygląda jak młodszy i adoptowany brat pięćsetki tajwańskiego producenta. Przebierka i tankowanie. W nowych ciuszkach wyglądasz jak cukiereczek pośrodku tłumu, ale padający deszcz i wszechobecne błoto powoli, ale systematycznie powodują, że z minuty na minutę coraz mniej się wyróżniasz. Pobliska łąka jest już ostro eksplorowana przez niecierpliwych jeźdźców. Aż dziw bierze, że nikt się nie wysypał, bo chłopaki latali ostro i na przypał.
W tłumie wyłapujesz kumpli z forum ( Zajcoff i Jakubek ) i idziesz się przywitać. Chłopaki jak zwykle zwarci i gotowi, no i w bojowych nastrojach. Wracasz do busa , w którym ze względu na ciągle padający deszcz schronili się Kuba , Jarek , Zbychu i Rafał. Popijacie herbatkę , kawkę i przegryzacie kanapkami przygotowanymi przez Kubę ( !!! ). W międzyczasie stosujesz na szybkę w goglach tak jak koledzy magiczny środek antypara.
Wielkimi krokami zbliżyła się godzina 11:00, wiec idziesz na odprawę , na której lis przedstawia w skrócie istotne prawidła zabawy oraz prezentuje kolor, którym będzie znaczył ślady. W tłumie myśliwych rozpoznajesz znajome twarze chłopaków od enduro – Strugala i Maćka.
Emocje są wielkie, choć to zabawa, czujesz dziwne mrowienie w żołądku. Wszystko to mija w momencie kiedy siadasz na maszynę , odpalasz ją i ruszasz na trasę. Niektórzy lecą na łeb na szyję, a ty razem z Kubą spokojnie, choć dynamicznie pilnie obserwując okoliczne krzaki i wypatrując znaków. Trasa jest ciężka, ponieważ padający śnieg i deszcz bardzo mocno nasączyły podłoże. Na uniwersalnych oponach Kenda czujesz się jakbyś prowadził kilkuset konnego potwora. Odczucie nie do opisania. Jest ci ciepło i sucho i latasz ukochanymi poślizgami w zasadzie cały czas.
Pierwszy punkt odnajdujesz bez większego problemu. Jest on umiejscowiony w małym zagajniku około kilometra od startu. Podbijasz kartę i chowasz ją do wewnętrznej kieszeni jeszcze czystej kurtki. Podniecony dobrym obrotem sprawy odkręcasz gaz jeszcze mocniej i lecisz przez rozmokłe i pełne kałuż leśne drogi. Błoto chlapie na wszystkie możliwe strony , łapiesz poślizgi co powoduje uśmiech na twarzy. Gogle zdejmujesz już zaraz po pierwszym punkcie bo środek antypara wcale nie powoduje nie parowania. No cóż. Lecisz jako drugi za Kubą . Jego MXU 500 wyrzuca spod kół ogromne ilości błota i wody , które ciągle lądują na twojej odkrytej twarzy. Nie przejmujesz się tym. Sypiesz trochę za szybko i niestety jak się później okazało omijasz drugi punkt. No cóż. Jak to się mówi – ślepy w karty nie gra. Trzeci punkt jest tak umiejscowiony, że nie ma możliwości jego niezauważenia. Podbijasz kartę i lecisz dalej. Emocje są tak pozytywne, że z twarzy nie znika uśmiech. Niesamowita zabawa. Nie dość, że w jakiś sposób rywalizujesz to jeszcze możesz sobie legalnie polatać w konkretnym celu. Po drodze non – stop mijasz innych zawodników , którzy wyjeżdżają z każdej możliwej strony. Na ich oczach maluje się radość. Latają jak szerszenie to z prawej to z lewej , z tyłu z przeciwka , z lasu z łąki na gumie. Mijasz motory , quady , ruski z koszami itp. Droga cudowna. To jest to co lubisz najbardziej – błoto , woda i prędkość. Łapiesz kolejne punkty. Niektóre ukryte bardzo sprytnie, bo za wałem przeciwpowodziowym i gdyby nie wskazówki kibiców kto wie czy byś go znalazł. Zwiedzasz dla pewności okolice brzegu Wisły w poszukiwaniu ukrytych znaków. Raz po raz mijasz innych myśliwych. Deszcz nie przestaje padać wręcz leje coraz mocniej. Nie przeszkadza ci to. Byłeś na to przygotowany i czujesz się jak ryba w wodzie ( dosłownie ). Podbijasz kartę w kolejnych punktach i masz ich w sumie 5. Do znalezienie jeszcze trzy. Niestety prawdopodobnie , w którymś miejscu popełniasz błąd i omijasz lisie znaki, ponieważ dojeżdżasz prawie do mety. Decyzja jest krótka. Jeszcze wczesna pora. Punkty czynne do piętnastej i masz jeszcze co najmniej półtorej godziny na szukanie i węszenie. Wracasz z Kubą w górę trasy i zwiedzasz sporo okolicznych lasków i zagajników. Wypytujesz i kombinujesz. Nikt nie ma dla ciebie dobrych wiadomości. Podejmujesz decyzję żeby lecieć na metę i po drodze odbijasz jeszcze szósty punkt na piaskarni. Dojeżdżasz na metę brudny jak noc , wręczasz lisowi kartę drogową z rozmazanymi od wody pieczątkami i zmęczony w wolnym już tempie udajesz się do bazy. Na terenie parkingu witają cię kibice z aparatami , którzy robią ci jak opamiętali zdjęcia. Czujesz się jak pan świata. Ku uciesze kibiców i fotografów latasz po łące. Troszkę bączków , troszkę popisów na bocznych kołach. W momencie kiedy stwierdzasz, że nie masz już siły poderwać przodu quada, żeby przejechać nad dziurą podjeżdżasz do busa i wyłączasz silnik. Nagle zdajesz sobie sprawę że to już koniec. Jest ci przykro , czujesz niedosyt i trasy i punktów i gdyby była możliwość ponownego wyruszenia na trasę bez zastanowienia uruchomiłbyś silnik i pomknął w las. Jesteś tak brudny, że ludzie robią ci zdjęcia. Na spodniach , kurtce i kasku nie ma możliwości rozpoznania koloru. Buty ważą chyba po 10 kg każdy, bo są tak oblepione gliną. Wykonujesz krótki telefon do żony celem poinformowania jej o zakończeniu imprezy i zdaniu krótkiej relacji na gorąco. Przeglądasz się w lusterku samochodu i nie jesteś w stanie poznać swojej twarzy. Brudny w błocie i piachu i z czerwonymi oczami wyglądasz jak strach z nocnych koszmarów i to pewnie dlatego jakiś koleś z kamerą robi z tobą wywiad. Czujesz się świetnie. Zaczyna padać ogromny deszcz, więc szybko pakujesz niesamowicie brudny pojazd na busa , pomagasz Kubie wjechać MXU i brudny lecisz do chaty no bo nie ma jak się przebrać. Emocje biorą górę i zapominasz o tym że straszysz. Po przekroczeniu progu wita cię krzyk „ Mesel jak ty wyglądasz !?” To chłopaki , którzy już przebrani i po obiadku siedzą przy stole i popijają browarka. Cały czas masz przed oczami trasę i widok niebieskich śladów farby na drzewach. Rozmawiasz z kumplami, ale duszą jesteś gdzie indziej. Mimo że stoisz w knajpie i ociekasz z błota twoja świadomość walczy na quadzie z błotem i wodą. Otwarcie oczu i ciało razem z duszą są w knajpie i postanawiają pozbyć się tego co najmniej trzy razy cięższego odzienia. Przebierki dokonujesz pod wiatą.
Realizujesz przy barze kupon obiadowy i pysznego schabowego z ziemniaczkami i ogórkiem kiszonym popijasz żurkiem. Wymiana opinii trwa a ty nagle czujesz że dopada cię zmęczenie. Pora do domu.
Wsiadasz do busa z Kubą i Jarkiem w mokrych od deszczu ciuchach „cywilnych” i odjeżdżasz w stronę Warszawy. Pozostawiasz Budy Iłowskie same sobie, lecz to co najważniejsze, czyli wspomnienia zabierasz ze sobą. Trasa powrotna mija raczej w milczeniu ze względu na zmęczenie materiału. Patrzysz w odbijające się w szybie bocznej mijając krajobrazy i żałujesz, żałujesz że już po wszystkim. Miesiąc oczekiwania i tak szybko minęło. Mimo wszystko jesteś szczęśliwy, że pokonałeś kolejne słabości swojego sprzętu no i oczywiście samego siebie. Nie możesz się doczekać już kolejnej edycji „Pogoni za lisem” , niesamowitej imprezy , w której nie zawsze wygrywają zawodowcy tylko ci , którzy są najsprytniejsi jak sam lis. Lis , który dał nam wszystkim potężny wycisk.
Ocknąłeś się już u Kuby. Rozpakowujecie busa z tragicznie brudnych quadów. Myjecie pakę z błota. Żegnasz się z Kubą i lecisz do Międzylesia do domu. Zmęczony witasz się z żoną i synkiem. Krótkie sprawozdanie i do łóżka.
Nawet nie wiesz w , którym momencie znowu jest ci miło i ciepło, a przed oczami przesuwają się obrazy. Tym razem nie są to obrazy podobne do tych , które widziałeś minionej nocy. Teraz widzisz siebie walczącego na trasie. Zmagasz się z błotem i z deszczem. Przeżywasz emocje całego dnia na nowo i w inny sposób.

..... i nagle ryk umilkł , zapach spalin został zastąpiony aromatem lasu. Mgła , gęsta jak mleko okryła całunem jesienny obraz Iłowskich łąk. Wszelka zwierzyna wyszła ze swoich schronień, bo przecież nie musi się już bać lisa. Niby wszystko jest po staremu , niby wszystko wróciło do normy a jednak we wspomnieniach jeźdźców pozostaje obraz przemykającej przed oczami okolicy tu i ówdzie upstrzony błękitnymi śladami uciekającego zwierza. Śladami walki , wylanego potu i ekstremalnych doznań. Co się dzieje teraz z lisem – niewiadomo. Wiadomo że myśliwi analizują przebieg polowania a nowy lis już teraz szykuje swoje sprytne sztuczki, żeby zaskoczyć nas za rok. Wiadomo też, że okoliczna ludność z załamanymi rękami ogląda okoliczne drogi i że kury przestały się nieść.


Gratuluję Zbyszkowi wygranej a Zajcoff-owi ...........odkurzacza !

Do zobaczenia za rok !
Mesel