ATV Polska
A A A

Squadowisko w Hutkach

Arek Kwiecień "Giełda Samochodowa" 18.06.2003
Już od kilku lat przynajmniej raz do roku off-roadowe ranczo w podczęstochowskich Hutkach staje się magnesem przyciągającym miłośników quadów, którzy na Quad Pikniki przyjeżdżają spragnieni dobrej zabawy i niezobowiązującej rozrywki. W konkurencjach sprawnościowo-sportowych w szranki obok siebie stają zarówno uczestnicy Mistrzostw Świata, zwycięzcy krajowych zawodów enduro, jak i zwykli amatorzy, a nawet dzieci.

Z racji dużego zainteresowania, jakie zwykły wzbudzać Quad Pikniki organizowane w Hutkach, tym razem impreza ta trwała dwa dni, które znacząco różniły się swoim charakterem. Sobotnie zawody wymagały od ich uczestników przede wszystkim dużych umiejętności jazdy na czterokołowych pojazdach, których sprawdzianem były pomysłowe zadania o nieraz bardzo wysokim poziomie trudności.

[h4]Z jajkiem w dłoni[/h4]
Pierwszą konkurencją była próba zręcznościowa, w której uczestniczyły zespoły dwuosobowe składające się z kierowcy quada oraz pasażera, a - najczęściej – pasażerki. Zadaniem ich był przejazd na czas po błotno-piaszczystym torze przeszkód, a żeby nie było zbyt łatwo, załoganci dzierżyli w dłoniach kurze jajka, co skutecznie uniemożliwiało im przytrzymywanie się czegokolwiek podczas jazdy. Najsprawniejszym kierowcą okazał się Jarosław Bręczek, którego partnerce nie przeszkodziła nawet krótka kanapa Raptora, na której przyszło jej podróżować.
Brawa zebrała ochotniczka, która wybrała się na tę przejażdżkę w nieskazitelnie białym (do czasu...) ubraniu, oraz męska załoga dzielnych strażaków.
Kolejne zawody należą już do kanonu hutczańskiego pikniku. Przejazd na czas po trasie wytyczonej w lesie jako żywo przypomina rajdy enduro, w których wielu przybyłych na imprezę gości startuje na co dzień w ramach Pucharu PZMot. Rywalizacja stały więc na bardzo wysokim poziomie, a słowa uznania należą się – ponownie – Jarosławowi Bręczkowi, który zwyciężył w klasie 4x2, oraz najlepszemu w klasie 4x4 - Jackowi Dubielowi. Dobry czas „wykręciła” także jedyna przedstawicielka płci pięknej – Iwona Wcisło, ale to nie ona okazała się bohaterką tych zawodów. W zdumienie wprawił wszystkich zaledwie ośmioletni (!) Alfred Stanec oraz niewiele od niego starszy Maciej Dubiel, którzy samodzielnie poradzili sobie z trudną trasą, kompletując po drodze wszystkie pieczątki z punktów kontrolnych.

[h4]Sprawdziany umiejętności[/h4]
W następnej konkurencji – Turnieju Rycerskim – kobietom i dzieciom odradzano startu ze względu na „rany”, jakich mogli się w nim odnieść. Zawody te polegały bowiem na pojedynku twarzą w twarz „rycerzy” na quadach, którzy zamiast kopii celowali w siebie z paintballowych karabinów. Zwycięzca mógł być tylko jeden - wszak reszta został „ranna” lub „zabita” – i został nim Krzysztof Kania.
Kto wciąż uważał się za żywego, mógł wziąć udział w kolejnej zabawie, polegającej na wjeździe po trapach na maskę, a następnie pakę potężnego, terenowego pick-upa Forda F250. Najazdy nie były długie, przez co quady mimo wysiłków kierowców miały wielką ochotę przekoziołkować „przez plecy”, co też i niejednemu pechowcowi się zdarzyło. Zadanie nie było jednak niewykonalne – aby wdrapać się na auto, Maciej Szlachetko na Hondzie 350 4x4 potrzebował zaledwie nieco ponad trzynaście sekund. Niewiele gorsi byli: Tomasz Iwański startujący sportową Hondą EX oraz Maciej Golonka na potężnym Grizzly 660.

[h4]Ronaldo bramki nie zdobył[/h4]
Ostatnia z konkurencji, jakie zaplanowano na pierwszy dzień imprezy, jest dla hutczańskich pikników tym, czym finał Ligi Mistrzów zwykł być dla miłośników piłki nożnej. Kilkusetmetrowy tor poprowadzony przez bagnisko zajmujące sporą część rancza jest sprawdzianem najwyższej rangi, a jego pokonanie, najlepiej bez pomocy wyciągarki, stanowi dla zawodnika powód do dumy i chwały. W tym roku puchar ufundowany przez Polskie Stowarzyszenie Czterokołowców ATV Polska powędrował do rąk nie byle kogo, bo aktualnego lidera rankingu PZMot w rajdach enduro w klasie 4x4 – Macieja Golonki. Świetnie pojechał również Robert „Kendżo” Nabrdalik, który w konkurencji tej, wymyślonej przede wszystkim dla mocnych quadów z napędem na cztery koła, wystartował sportowym Raptorem, osiągając drugi czas przejazdu. Trzecie miejsce przypadło Piotrowi Czajkowskiemu, jadącemu Hondą Foreman 300 4x4, zaś niesamowitą czwartą lokatę wywalczyły dzielne dziewczyny – Agnieszka Danowska i Sylwia Gruszka, które wystartowały w zespole. Na uroczystości rozdania nagród nie zapomniano również o cichych bohaterach tej konkurencji, którzy – szczególnie Maciej Szlachetko - nie bacząc na ekstremalne ilości błota, starali się pomóc swoim kolegom, przepychając wspólnymi siłami ich zassane pojazdy.

[h4]Tańce i swawole[/h4]
Drugi dzień imprezy stał pod znakiem turystycznej wyprawy na quadach, której przewodnikiem był Ryszard Kidoń – organizator pikniku. Frekwencja czterokołowych pojazdów była nieco mniejsza w porównaniu do soboty, do czego być może przyczyniła się huczna zabawa, jaka odbyła się na zakończenie tego dnia w strażackiej remizie.
W niedzielę kilkanaście pojazdów, niektóre z dwuosobową załogą, przemierzyły ponad osiemdziesięciokilometrową trasę, na której co rusz napotkały interesujące miejsca i przeszkody. Już na samym początku zawiedzione zostały na piaskową hałdę, która stanowiła dla nich wyśmienity pretekst do harców i zabaw. Kręcenie młynków w miejscu, jazdy na dwóch kołach, kilkumetrowe skoki, podjazdy i zjazdy na usypane wzgórza wykonywane na dużej prędkości dobrze świadczyły o wysokich umiejętnościach biorących udział w wyprawie kierowców.

[h4]Wodne igraszki[/h4]
Po tych szaleństwach kolumna quadów przejechała kilkaset metrów, aby znaleźć się nad oczkiem wodnym, które zebrało się w innym miejscu hałdy. Odważnych do jego pokonania było tylko dwóch – wszyscy podziwialiśmy Kazimierza Kowalskiego i Macieja Golonkę, którzy na swych „Gryzlakach” bez wahania pakowali się do wody, po czym próbowali się z niej wydostać, wykorzystując dobrodziejstwa napędów 4x4 i blokad mechanizmów różnicowych.
Gdy i ta zabawa się znudziła, wszyscy przenieśli się nad dużo większe jeziorko, do którego ponownie wjechało kilku śmiałków, wzbudzając wśród pozostałych ogromny aplauz, zaś na wodnej tafli – efektowne fale. Ogromne koła quadów działały niczym pojemniki wypornościowe, przez co pojazdy z łatwością stawały dęba w wodzie, po czym sunęły po niej, opierając się jakby na wzbudzonej przez siebie fali. Najefektowniej w pokazie tym ponownie wypadli: Kazimierz Kowalski oraz Maciej Golonka – ten drugi tak ochoczo ruszył do zabawy, że nie pozwolił nawet zejść z Grizzly jego pasażerce. Oklaski za odwagę zebrał Robert Nabrdalik, któremu nie przeszkodził fakt, iż miał do dyspozycji Raptora z napędem 4x2.

[h4]Błoto i wesoło[/h4]
Później quady zapuściły się w gęsto rosnące w tym rejonie lasy, gdzie co jakiś czas musiały zatrzymywać się, aby – najczęściej wspólnymi siłami – pokonać kolejną bagnistą przeszkodę. Zabawy i śmiechu było przy tym mnóstwo, mimo iż wszyscy pokryli się przy tym grubą warstwą błota, a niektórym przeprawa zabierała nawet kilkadziesiąt minut. Wyciągarki, które na szczęście były na wyposażeniu kilku pojazdów, nie miały wtedy okazji do próżnowania.
Gdy zaczęły pojawiać się pierwsze awarie, a na twarzach niektórych osób obok uśmiechu pojawiły się oznaki zmęczenia, Ryszard Kidoń zarządził odwrót do bazy. Komu nie dość jeszcze było zabawy, skorzystać mógł z ekstremalnej wersji trasy powrotnej, której meta znajdowała się w ogromnym bagnisku. Na widok przewodnika, który z lubością utopił swego quada (skądinąd ciekawą samoróbkę) w samym środku błota, spora część grupy postanowiła jednak wracać trasą typu „soft”. Pozostali zaś wspólnymi siłami, gdzieniegdzie sami grzęznąc, sforsowali przeszkodę, po czym pospieszyli pod czekającą na nich myjkę ciśnieniową, gdzie w tym czasie ustawiła się już wielka kolejka brudasów.