ATV Polska
A A A

Zimowa Jazda
w Dobrym SQuadzie 2005

Krzysztof i Wojtek 02.02.2005
Cierszewo mrozem i śniegiem przywitało uczestników Zimowej Jazdy w Dobrym SQuadzie 2005 . Przyjazd zapowiadało ponad dwadzieścia załóg jednak na miejsce zmagań dotarło tylko dziewięciu nieustraszonych pożeraczy bezdroży.

Trudno stwierdzić czy to zimowa aura wystraszyła resztę czy pogarda przed równinami Mazowsza? Jak bardzo mylne jest przekonanie o równym jak stół Mazowszu przekonali się naocznie uczestnicy wyprawy. Zbyszek jadący na Hondzie Fourtrax postanowił po powrocie udać się do swojego nauczyciela, po zwrot pieniędzy za naukę, bo jak twierdził nawet w Bieszczadach nie pokonywał takich wzniesień. Panowie Michał i Rafał nie zabrali ze sobą lin, bo gdzie, Do Płocka? Odpokutowali to później nie mogąc zdobyć ostatniej pieczęci do kompletu.

Na trasę wyruszyło jedenaście maszyn, pięć 2x4 i sześć 4x4.
Do startu prowadził dwudziestokilometrowy odcinek dojazdowy, miał on być rozgrzewką przed trudami zmagań na trasie rajdu, jednak już sam dojazd sprawił sporo niespodzianek. Pokonanie dolin poprzecinanych strumieniami, oblodzonych trawersów i stromych wzniesień okazał się przeszkodą nie do przebycia dla niektórych cztero i dla wszystkich dwunapędowców. W ruch poszły liny, wyciągarki i siła rąk wszystkich uczestników, bo tylko pracą zespołową udało nam się wyciągnąć ze zdradliwego jaru.

Nie było łatwo, dość powiedzieć, że obliczaliśmy czas przejazdu na max dwie godziny, a jechaliśmy ponad cztery. A to było dopiero preludium , niewinna rozgrzewka przed odcinkiem punktowanym. Z zasłyszanych opinii wynikało, że nikt nie spodziewał się takiej trasy. Jeden z doświadczonych uczestników powiedział, że jeździ od kilku lat, był na wielu szlakach , cztery lata nie wywrócił quada, na naszej trasie leżał już trzy razy. Nie sposób zliczyć kto i ile razy dachował, o dziwo w większości przypadków były to ciągniki 4x4. Ale i sportowe quady leżały na plecach. Na trasie Rajdu były wszystkie możliwe przeszkody jakie możemy napotkać w terenie, nawet błotko choć mróz dochodził do 5 stopni. Szlak prowadził wzdłuż rzeczki, którą kilkukrotnie trzeba było forsować. Trasa nie była długa miała dwadzieścia pięć kilometrów, ale okazała się doskonałą lekcją pokory dla większości. Dość powiedzieć, że pełną trasę przejechały tylko dwa quady 4x4 Rafała Osucha (Honda 350 ), i Michała Delinga (Yamaha 450 Rancher).

Ale od początku, pierwsze kilometry - penetracja po płaskim terenie, jeden niegłęboki bród nie sprawiły nikomu kłopotu. Dalej był łatwy przejazd przez rzeczkę i dosyć stromy ale niewysoki podjazd do punktu ze znakiem graficznym. Zaliczyli wszyscy, na drugim troszkę bardziej technicznym brodzie zrezygnował poobijany po wywrotce na dojazdówce Włodek na YZF 450. Reszta dzielnie pokonała przeszkodę zdobywając pierwszą pieczątkę.

Dalej trasa wiodła wzdłuż rzeki, bez większych niespodzianek docierano do stromego podjazdu po następny znak graficzny. Już na tym etapie grupa wyraźnie się podzieliła, odskoczyli liderzy zostawiając resztę grupy, tuż za nimi podążali dwunapędowcy, dalej reszta grupy. Pierwszym poważnym sprawdzianem był z pozoru prosty przejazd przez strumień, który okazał się głębokim, nie do sforsowania błotem.

Tu kilka quadów zostało przyssanych i tyko wyciągarka uratowała ich z opresji. Tu również pierwsze dachy zaliczyli Michał i Krzysztof (Yamaha Grizzly).

Po odnalezieniu wśród pól właściwej drogi czekała mordercza przeszkoda w postaci lodowego zatoru na rzece ze stromym podjazdem i trawersem. Znowu w ruch poszły wciągarki i mięśnie. Kolejną próbę zaliczyli wszyscy. Na trawersie chwila nieuwagi sprowadziła Zbyszka i jego Hondę w dół wprost w objęcia lodowatej wody, Quad wykonał pełne salto i wylądował na plecach właściciela, cóż woził Pana tyle czasu a teraz on chciał się przejechać. Teraz można się pośmiać, ale naprawdę wyglądało to bardzo dramatycznie. Nie zdążyliśmy zrobić zdjęć, wszyscy biegliśmy na pomoc. Na szczęście zakończyło się tylko na połamanym GPSie i "komodzie" czyli plastikowym pojemniku na bagażniku. Zbyszek był tak przybity, zmoczony i zmęczony że natychmiast chciał wracać do hotelu.

Zdołałem go przekonać do tego by został na ognisku, zgodził się ale niestety w drodze do ogniska jego maszyna ponownie wraz z kierowcą wylądowała w wodzie. Tym razem przemoczył resztę garderoby i posłuszeństwa odmówiła Honda. Wspólnymi siłami zreanimowaliśmy i Zbyszka i Hondę tak, że o własnych siłach dojechał do oddalonego o 20 km hotelu. Nagrodą za jego wodne wyczyny był dyplom uznania wraz z kartą pływacką.

Gdy Michał i Rafał jedli kiełbaski przy ognisku i raczyli się herbatą z rumem reszta walczyła po ciemku na trasie, trudno opisać dramatyczne zmagania z własną niemocą, opisują to miny na zdjęciach. Kilka godzin po zapadnięciu zmroku odezwały się do organizatorów telefony wzywające na pomoc. Wyraz twarzy tych co byli na trasie mówił jedno - nie chcemy już jeździć, chcemy skrótem na ognisko! Tak skromna dwudziesto kilkukilometrowa trasa pokonała większość zawodników.

Szkoda, bo wycofali się z najciekawszego kawałka, gdzie zaczynał się prawdziwy wymagający teren. Nikt nie zdołał pokonać przeszkody w postaci mostu z bali i zdobyć pieczęci z numerem 7, nie z braku chęci a czasu i sprzętu poddali się nawet hardcorowcy, którzy nie spodziewali się na płaskim jak stół Mazowszu takiego wymagającego terenu, do siódemki można było dotrzeć tylko za pomocą lin i wciągarek.

Humory poprawiły się wszystkim na widok pięknego ciepłego ogniska, kiełbasek piwa i gorącej herbaty z rumem .Szybko poszły w niepamięć dramatyczne chwile które każdy przeżył, opowiadano sobie jak najlepsze dowcipy momenty, które jeżyły włosy na głowie jeszcze kilka minut temu. Nawet mi, ugięły się nogi gdy dobiegł nas słaby głosik żony Zbyszka wzywający pomocy. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach. Biesiada przeciągnęła by się pewnie do rana gdyby nie czekał nas jeszcze powrót do kwatery.

W planach mieliśmy jeszcze powrót pętlą trasy w drugą stronę i znalezienie znaków, które umknęły uwadze, ale czekała nas jeszcze kolacja przy kominku i podsumowanie zmagań. W hotelu już przebrani , w suchych ubraniach przy suto zastawionym stole długo snuliśmy opowieści czarnej wstęgi . Rozdano puchary i nagrody, wszystkim mimo trudów dopisywały doskonałe humory.

[h4]Klasyfikacja końcowa:[/h4]
Zwycięzcą w klasie 4x4 został:
Rafał Osuch (Honda 350),
II miejsce Michał Deling (Yamaha 450)
III miejsce Krzysztof Kafel (Yamaha 660)

Zwycięzcą w klasie 2x4 został:
Piotr Wójcik (Kawasaki VForce 700)
II miejsce Patryk (Snake) Holak (Yamaha yzf 450)
III miejsce Mariusz Przybyszewski (Suzuki z 400)

Drugiego dnia imprezy zrobiliśmy typowo krajoznawczą wycieczkę skrajem Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego piękną doliną lewobrzeżnej Skrwy. Dotarliśmy do Sikorza, uzupełniliśmy paliwo i bez większych przygód dotarliśmy do Hotelu.

Jechało tylko sześć quadów, ponieważ kilku uczestników nie było w stanie po pierwszym dniu podjąć wysiłku wędrówki. Patryk stwierdził, że nie miał pojęcia, że w jego ciele jest tyle mięśni, które potrafią tak boleć, Włodek musiał jechać na prześwietlenie na szczęście był tylko potłuczony, Zbyszek z żoną byli zbyt zmęczeni pierwszym dniem. Najważniejsze, że dopisały humory i że wszyscy zadeklarowali przyjazd na następną edycję, zgodnie ze starą prawdą, że "co nas nie zabije to nas wzmocni". Nauczeni nowym doświadczeniem następnym razem zabiorą liny i inne potrzebne akcesoria.

[h4]Na koniec kilka zdań uczestnika imprezy Zbyszka:[/h4]
"Słusznie, że nie przyjechali Ci którzy obawiali się że będzie ciężko jak ostrzegali Organizatorzy bo było ciężko. Dla mnie jako turysty był to extrem. Pierwsze wywrotki zdarzały się już na dojazdówce. a na trasie odcinka specjalnego były standartem. Ja trzymałem się dzielnie i przewróciłem się tylko raz, ale bardzo nieszczęśliwie bo na trawersie spadłem do rzeki a pojazd po przekoziołkowaniu przez kierownicę przygniótł mnie do dna stając z powrotem na kołach. Byłem zmoczony do piersi wyjechałem i 100m dalej znowu zsunąłem się do rzeki ale tym razem ja spadłem z quada i dałem nura pod wodę tym co jeszcze było suche. Szkody w umeblowaniu poważne i mróz jak cholera, horror. Tak mnie to podłamało że nie mogłem już sam wyjechać ale koledzy pomogli (dziękuję!!!!)Potem było ognisko herbata z prądem i dojazd powrotny, ubranie i rękawice miałem tak sztywne jak wykonane z drewna więc do pokoju poruszałem się jak cyborg. Potem były puchary nagrody ale nie dla mnie, ja dostałem dyplom z kartą pływacką.
Dziękuję Organizatorom za zorganizowanie atrakcyjnej imprezy i przygotowanie ciekawej trasy (muszę pójść do szkoły do tego gościa co mnie uczył na geografii że Mazowsze jest płaskie aby mi oddał pieniądze)
."

Do zobaczenia na Wiosennej Jeździe w Dobrym SQuadzie.

Zobacz galerię